środa, 17 marca 2010

Praca konkursowa #9: Mroczna Plaga

Mroczna Plaga
od Uzi624

Wyszedłem z „domu” i moim oczom ukazały się schody prowadzące na ulicę między innymi budynkami. Zacząłem iść w stronę ulicy, gdy nagle ujrzałem tabliczkę z napisem „złota dzielnica”. Idąc dalej zobaczyłem wielkie drzwi z umocowanym na nich ogłoszeniem, „ … Kto pokona niezwyciężonego gladiatora Brui’ego dostanie, 2K talarów…” –Ciekawe ogłoszenie, może kiedyś się spróbuję z tym gladiatorem- pomyślałem sobie. Zacząłem się rozglądać, za jaką kol wiek istotą. Miałem nadzieję, że się dowiem gdzie się tu znajduje biblioteka. Idąc tak przed siebie natrafiłem na dziwną postać. Był to wysoki, zakapturzony osobnik. Jego aura wydała się zielonkawa, lecz nie mogłem tego dokładanie określić. Jego aura była nie wyraźna. Podszedłem do niego i spytałem- Witaj, gdzie mogę znaleźć bibliotekę?- Rzucił spojrzeniem na skalne sklepienie.- Na górze?- Spytałem zdziwiony. Widząc, że nie reaguje poszedłem dalej. Gdy postawiłem kilka kroków usłyszałem- Miej się na baczności czyścicielu…- powiedział świszczącym głosem zakapturzony osobnik. Gdy tylko te słowa dotarły do mej głowy chwyciłem za broń i spróbowałem wycelować w nieznajomego. W tym samym momencie, gdy się obróciłem, ujrzałem, że za mną nikt nie stoi. Rozglądnąłem się, wokół lecz nikogo nie było. Po schowaniu broni ruszyłem w poszukiwaniu wyjścia do górnego miasta. Po kilkunastu minutach chodzenia między budynkami, mijając przy tym wiele osób, które w większości patrzyły na mnie jakoś krzywo, dotarłem pod bramę. Gdy przez nią przeszedłem ukazał się moim oczom tunel z schodami. Nie mając innego wyjścia zacząłem kierować się do wyjścia. Gdy wydostałem się na powierzchnie zobaczyłem zniszczone wieżowce, sklepy z wybitymi szybami i ulice pełne gruzów i śmieci. Słońce nie pokazywało się za chmur, więc miasto żyło w pół mroku. W oknach niektórych z budynków widziałem poruszające się cienie.- I jak ja tu znajdę tę bibliotekę?- Spytałem sam siebie. Nagle jakaś postać przemknęła między budynkami. Była to odległość kilku dziesięciu metrów, ale i tak mogłem usłyszeć słowa dobiegające z tamtej strony- …czyściciel… czyściciele nadchodzą…- Nie wiedząc, co się dzieje pobiegłem w tamtą stronę, nie zważając na konsekwencje moich działań. Gdy wybiegłem zza budynku zobaczyłem na moim ciele czerwoną kropkę. Nagle coś mnie trafiło, poczułem ostry ból w ramieniu i padłem na ziemię. Spojrzałem na moją rękę i ujrzałem potok czerwonej krwi. Po jakiejś chwili ukazała się nade mną ubrana na czarno postać w kominiarce. Po osprzęcie poznałem, że to mogą być ludzie z oddziału cleaners. Spojrzał na mnie wyciągnął radio, rozglądną się i zaczął mówić.

-Przyślijcie mi tu sanitariusza, mamy rannego. Dostał kulkę w ramie, średnio krwawi.- Po chwili zmienił częstotliwość i powiedział - Który z snajperów zdjął jednego z naszych, co? Czy wy do reszty ogłupieliście? Mieliście zdjąć tamtego demona a naszego człowieka. Nie dość, że niewielu do nas dołącza to jeszcze się nawzajem wyzabijamy…- Niezbyt wiedziałem, o czym on mówi, nie pamiętałem czy byłem jednym z nich. W oddali było słychać pośpieszne kroki, jednej lub dwóch osób. Nie myślałem o tym, co się ze mną może stać, było mi to obojętne. Chciałem tylko się dowiedzieć, kim jestem, tylko na tym mi zależało. Podbiegły do mnie 2 zamaskowane postacie, dopiero teraz zauważyłem ich błękitne aury. Jeden z nich wyją z plecaka jakieś dziwne przyrządy, wziął do ręki coś na styl pistoletu. Podszedł do mnie z urządzeniem i przyłożył do rany. Gdy to zrobił, ten, co rozmawiał przez radio włożył mi knebel w usta i próbował unieruchomić moje ręce. Ostatnia postać, która wyglądała na dziewczynę chwyciła mnie za nogi.- Trzymaj się mocno, bo może zaboleć.- Powiedział trzymający pistolet. Gdy nacisnął czarny guzik poczułem ból nie do pisania. Piekielny ogień wypełniał moją ranę, czułem, że moje ciało spala się od środka. Gdyby nie ten knebel odgryzłbym sobie język lub padł z bólu. Dziewczyna chwyciła za strzykawkę i wbiła mi ją centralnie w udo. Zawładnęło mną ukojenie, już nie czułem bólu a świat zaczął się zapadać we mgle. Po chwili otrzymałem kilka uderzeń z otwartej ręki na o cudzenie.

-Dobrze że przeżyłe…- w tym momencie sanitariusz dostał kulkę centralnie w skroń. Padł jak ścięte drzewo.

- Demony nadchodzą, musimy się ukryć. Jeśli nas dopadną t…- przerwał się głos drugiego czyściciela. W jego plecy zostało wbite kilka bełtów z kuszy. Upadł zaraz obok mnie, umierając w kałuży krwi. Podniosłem się z ziemi i zauważyłem, że na ostatnim piętrze starego wieżowca siedzi jeden z napastników. Był ubrany w jakieś dziwne ciemne ubranie i trzymał w ręku kuszę. Dziewczyna stała w osłupieniu nie wiedząc, co się stało.

-Lepiej chodźmy po tego gościa, bo chyba chcesz pomścić kolegów?- Powiedziałem do dziewczyny, gdy to usłyszała skinęła głową i pobiegła w stronę budynku. Biegliśmy przed siebie, gdy nagle postać zeskoczyła z budynku na sam dół. Spadł na gruzy z głośnym hukiem, a gdy opadł tuman kurzu zobaczyłem tego samego osobnika, co w Gomorrah. Spojrzał na nas, wyją potężny miecz za pleców i rzucił się na nas. Nie mając ani chwili do stracenia złapałem za ostrze i czekałem na jego atak. Już miałem zadać cios przeciwnikowi, gdy on nagle przeskoczył nade mną i skierował się w stronę czyścicielki. Obróciłem się w ich stronę i zobaczyłem jak z dłoni dziewczyny wychodzi szpikulec, po którym przechodziły strumienie prądu niczym błyskawice.

-Auto-mail- powiedział ochrypłym głosem napastnik. Rozpoczęła się walka, napastnik zadał cios z góry, lecz dziewczynie udało się sparować ten atak. Chwyciłem za ostrze i popędziłem w ich stronę. Już gdy chciałem zadać cios wrogowi, on jedną ręką wyją strzykawkę i mi ją wbił ramię. Cała zawartość weszła w moje ciało, ale nic nie odczułem. W pewnym momencie rzuciłem się na wroga, a gdy upadliśmy na ziemię mgła przysłoniła moje oczy. Wydawało mi się że minęła tylko chwila, lecz gdy odzyskałem świadomość czułem potężny ból na potylicy. Gdy otwarłem oczy ujrzałem piękną dziewczynę. Po mundurze rozpoznałem, że to jest ta z którą walczyłem z demonem. Siedziała na krześle obok łóżka na którym leżałem.

-Gdzie jestem i co się stało?- spytałem próbując usiąść poczułem że coś mnie trzyma. Były to pasy na moich dłoniach.-Dlaczego jestem przymocowany?

-Wybacz, ale musiałam to zrobić dla twojego własnego bezpieczeństwa- wtedy zobaczyłem czystą powagę i strach w jej oczach. To już nie było to samo spojrzenie co wtedy podczas walki. Teraz kryło się w nim cos innego.- A więc nie pamiętasz co się działo? Powiedz mi najpierw co jeszcze pamiętasz.

-Zaraz po tym jak się rzuciłem na tego demona zobaczyłem mgłę…

-Po tym jak na niego skoczyłeś chwyciłeś za nóż i próbowałeś go trafić w krtań, lecz Co się nie udało. Zrzucił cię z siebie i uderzył pięścią w twarz. Ale gdy go popieściłam prądem po karku ulotnił się.

-A co się działo później?

-Dalej trzymając nóż, mówiłeś coś do siebie. Wstałeś i przyłożyłeś koniec ostrza do serca, wydaje mi się że chciałeś się zabić…- Nie wiedziałem czy to co ona mówi jest prawdziwe. Najbardziej martwiły mnie te zaniki pamięci. Teraz to przestało się wydawać normalne…

-Wiesz może dla czego mam te zaniki pamięci?- spytałem niezbyt ufnie.

-Możliwe, że chorujesz na Anante, lecz nie mam co do tego 100% pewności.- Wtedy coś mnie tknęło, że to dla tego nie pamiętam co się ze mną wtedy działo. Ciekawiło mnie też co było w tamtej strzykawce, lecz wolałem się o to nie pytać.

-A gdzie my się teraz znajdujemy? – teraz zauważyłem, że pomieszczenie w którym się znajdujemy jest brudne i zniszczone. Światło wchodziło przez niewielkie okienko, półmrok przysłaniał sporą część pomieszczenia. Z zewnątrz dochodziły dziwne odgłosy, było też słychać kroki…

-W jednym z budynków w Sodom- nagle zaczęła mi się dziwnie przyglądać- twój nieśmiertelnik- powiedziała biorąc go do ręki- Dark Plage, ty nim nie jesteś…

-Co masz przez to na myśli?- nie wiedziałem co chce przez to powiedzieć, jej aura słabła… ogarniał ją smutek i przerażenie w jednym…

-To nie może być prawda, Dark nie mógł zginąć… Obiecał mi to- jej oczy zaszły łzami-… co mu zrobiłeś?

- Ja nic nie pamiętam, mam tylko jakieś przebłyski. Jeśli mi opowiesz co się z nim stało, to może sobie coś przypomnę.

- To miała być zwykła misja zwiadowcza na bagnach. Szukali czegoś, było to coś ważnego. Wtedy widziałam go po raz ostatni.

- A kiedy to było??-spytałem zaciekawiony.

- Jakiś miesiąc temu… nikt mi nie powiedział co się z nim stało…- spojrzała na mnie- masz na sobie jego osprzęt…

- Rozumiem, nie miej mi tego za złe ale gdy się dzisiaj ocknąłem miałem to przy sobie.- nagle na ulicy rozległa się eksplozja. Dziewczyna podbiegła do okna, chwyciła za pistolet i zaczęła strzelać.- Co się tam dzieje? Może byś mnie odwiązała?

- Demony nas znalazły, czekaj chwile.- wycelowała pistoletem w pasy i je przestrzeliła. – Bierz broń i choć mi pomóc.

Chwyciłem za gnata i wyjrzałem przez okno. Wśród gruzów budynków czaili się wrogowie. Biła z tamtej strony ich niebieskawa aura. Strzelaliśmy do siebie przez dłuższą chwilę, kule śmigały mi koło ucha. W pewnym momencie skończyła mi się amunicja w magazynku, a nigdzie nie widziałem dziewczyny. W pewnym momencie podbiegła do okna z MP5 i rozpoczęła serię.
- Weź swój miecz i się nimi zajmij. Będę cie osłaniać-powiedziała i ponowiła serię. Ja w tym czasie chwyciłem za rękojeść miecza i podbiegłem do drzwi. Miecz ten był najzwyklejszą kataną, lecz był bardzo lekki . Zbiegając po schodach poczułem dziwny ból w okolicy nakłutego ramienia i klatki piersiowej. Nie zważałem na ten ból, gdy szedłem na dół moim oczom ukazały się dwa demony chcące dostać się na górę. Biorąc pod uwagę to, że mnie nie zauważy rzuciłem się na nie. Pierwszemu z nich zadałem cios w szyję, jego głowa odpadła już po pierwszym ścięciu, ostrze niezwykle gładko przeszło przez kręgi szyjne, przecinając tkanki, żyły i mięśnie, gruchocząc kości, miażdżąc kark. Jakby nie była żywym ciałem, lecz jakimś cienkim tworzywem, kruchą, delikatną kartką papieru. Jego towarzysza przebiłem na wylot klingą mej katany. Krew tryskała na wszystkie strony, a ja wiedziałem że to dopiero początek… Wybiegłem przed budynek, za gruzów było słychać strzały. Spojrzałem w górę i zobaczyłem czyścicielkę strzelającą do wroga. Wiedziałem, że nie mamy zbyt wiele czasu do stracenia. Powoli zbliżałem się w stronę napastników, próbowałem tam bezszelestnie podejść. Ich aura świeciła się błękitną łuną, miejsce ich ukrycia było bardzo widoczne. Rozglądnąłem się w około, gdy nagle rzucił się na mnie jeden z nich. Miał on ok. 2 m wzrostu, duże mięśnie i skóra schodziła z niego płatami. Po chwili poznałem że jego zdolności maskowania swej rasy nie były zbyt imponujące. Był on uzbrojony w długi bicz z kolcami, wyglądem przypominało ciernie. Demon stanął przede mną i wziął silny zamach i wypuścił sznur w moją stronę. Próbowałem wykonać unik, lecz trafił mnie w lewe ramię. Krew zaczęła się powoli sączyć z rany i kapać na ziemię. Za kupy gruzów słyszałem jęki umierających demonów. Nie tracąc czasu skierowałem się na olbrzyma, lecz on nic sobie z tego nie robił. Powtórzył swój atak, jednak tym razem tego uniknąłem. Podbiegłem bliżej, spróbowałem go przeciąć, lecz bezskutecznie. Zanim zadałem cios, on zdążył mnie uderzyć pięścią w przeponę. Padłem na ziemię twarzą do dołu, obróciłem się i spojrzałem w niebo. Nagle zza chmur wyłonił się srebrny księżyc. Była to pełnia, jej blask rozświetlił okolicę wraz z paskudnym demonem. W tym świetle wyglądał jeszcze gorzej niż przypuszczałem. Spojrzałem prosto w srebrzysty krąg, aż poczułem dziwny ból. Było to coś takiego, jakby mnie rozrywano od środka, każdy mięsień był napięty do granic możliwości. Gdyby tego było mało, moje zęby zaczęły wypychać kły, źrenice się zwężały, twarz zaczęła się wydłużać. Spojrzałem na moje dłonie, wyrastały na nich wielkie czarne pazury. Poczułem w sobie wewnętrzną wściekłość, po czym pobiegłem niczym zwierzę na czterech kończynach w stronę przeciwnika. Próbował mnie trafić swym biczem, lecz jakimś cudem unikałem tych uderzeń. Wybiłem się wysoko w górę i zadałem cios niczym dzika bestia. Moje pazury rozszarpały jego lewą rękę, a gdy na niego upadłem, wgryzłem się w jego szyję. Moje kły wbijały się w jego tętnice, krew napływała mi do ust. Upadliśmy razem na ziemię, starałem się go nie wypuścić, lecz to nic nie dawało, zaczął się rzucać jak opętany. Puściłem go i odskoczyłem na bok odrywając mu kawałek ubrania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz