piątek, 28 stycznia 2011

Praca konkursowa #19: Asystentka

Spoglądając na ciemniejącą wodę i ginącą w jej głębi bladą dłoń odwróciła się zarzucając długimi czarnymi włosami za siebie. Olbrzymia plama krwi wciąż skapywała z spróchniałych desek molo, idąc bezszelestnie słyszała każde skapnięcie, które dudniło jej w uszach. Nienawidziła tego. Wierzchem dłoni starła kroplę czerwonej cieczy z powierzchni kasku, po czym założyła go na głowę, poprzednio wiążąc włosy. Wsiadła na błyszczący czarny motor, a po chwili w okolicy słychać było tylko pisk opon.

Im bardziej starała się hałasu nie narobić tym głośniej wszystko jej wychodziło. Dziś jak nigdy nie chciała by się obudził gdy tu była. Kolejną rzeczą w jej "życiu", której nienawidziła był właśnie On. Wszelakim swoim słowem, czynem doprowadzał ją do szału, powodował, że każda sekunda stawała się godziną męczarni. Jego zapach... doprowadzał ją do szału.
W lustrze wiszącym na ścianie zauważyła, że jasnofioletowy kolor oczu powrócił. Zatrzymała się na chwilę, dokładnie przyglądając swemu odbiciu. Czego tym razem miała się spodziewać? Pasma kolejnych morderstw, wyrzutów sumienia i nieudanych prób samobójczych? Czemu to właśnie ją spotkał taki los? Te oczy... ten kolor... nie wróżył nic dobrego.
Weszła do pomieszczenia. Panowała tu wszechobecna ciemność, jednak brunetka dokładnie wszystko widziała. Podeszła do wielkiego biurka na którym stał jedynie czysty kieliszek. Wyciągnęła zza skórzanej kurtki cienką, tekturową teczkę po czym ułożyła ją na biurku. Nie czekała na to, czego uniknąć chciała.
- Jak zwylke się ode mnie izolujesz - cichy, niski szept rozniósł się po pokoju gdy już miała z niego wyjść. Wyraz jej twarzy nie przepowiadał nic dobrego. Dziś pachniał o wiele smakowiciej niż zwykle, do tego mówił tym głosem, który doprowadzał ją do tymczasowej niedyspozycji umysłowej. Traciła wtedy wszelki kontakt z rzeczywistością, wyobrażając sobie siebie i Jego głos, który otulał jej poranione ciało, niczym biały puch.
Fotel zaskrzypiał, a pół sekundy później stał przed nią, tarasując jedyną drogę wyjścia z pomieszczenia.
- Czego? - warknęła przez zaciśnięte zęby. Ścisnęła je na tyle mocno by opamiętać swój instynkt, lecz by mogła cokolwiek powiedzieć.
- Skąd te nerwy - mruknął pytająco wyciągając rękę w kierunku twarzy dziewczyny. Jego śnieżnobiała dłoń skojarzyła jej się z dzieckiem nad pomostem. Natychmiast cofnęła się o krok, a zdziwienie na jego twarzy było nieporównywalne z ulgą jaką poczuła nie stojąc tak blisko ciała mężczyzny.
- Muszę wyjść - powiedziała stanowczo próbując nie podnosić wzroku. Choć On i tak zapewne już dawno o wszystkim wiedział. Czemu więc tak usilnie starała się nie pokazać koloru swoich oczu?
- Wyjaśnimy coś sobie - jednym susem minął dzielący ich, niewielki dystans - nie jesteś tu dla zabawy - ton jego głosu zmienił się nieporównywalnie. Z miłego dla ucha, niskiego barytonu w ostre, wysokie warczenie.
- Nigdy o to nie prosiłam - odpowiedziała rozdrażniona. Gdyby jego egoistyczne zachcianki kiedykolwiek były jej winą - jesteś dupkiem - stwierdziła mijając go. Gdy dotarła do drzwi, przystanęła na chwilę i zupełnie spokojnym tonem oznajmiła - kolor się zmienił.
- Hm? - odwrócił głowę do tyłu, wsadzając ręce w kieszenie spodni.
- Kolor oczu się zmienił. Są fioletowe.
- Nerina... - nim zdążył cokolwiek powiedzieć, z szybkością światła opuściła posiadłość.

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Sama się o tym przekonała. Gdyby nie jej niespotykana wścibskość już dawno przeżyłaby swoje lata, a teraz wędrowała w zaświatach nieświadoma wszystkich trosk i problemów. Co tknęło ją, by weszła do tego lasu?
- Monotonne życie - prychnęła. Zdmuchnęła resztki złotego pyłku z wnętrza dłoni, zaciskając ją balustradzie balkonu.
Życie wydawało jej się nudne. Tak bardzo chciała przeżyć coś co zapamiętałaby do końca swoich lat, że złamała wszelkie granice i poniosła konsekwencje tego czynu. Właśnie mijał sto dwudziesty rok kary, jaką otrzymała.
Czym tak właściwie się stała? W co ten Aidan ją zmienił?
Spojrzała na swoje przedramię pełne blizn po walkach, w których musiała wziąć udział by przeżyć, bo choć na początku bardzo chciała posiadać jakiekolwiek granice człowieczeństwa, tak szybko je utraciła i stała się zwierzęciem łaknącym krwi. Zabijała, nie czując z tego powodu wyrzutów sumienia. Była na skraju zmienienia się w prawdziwą bestię i to wtedy pojawił się On. Wtedy jej oczy po raz pierwszy zmieniły kolor na fioletowy. Viktor pomógł Nerinie stanąć na nogi, na powrót stać się stworzeniem z człowieczym instynktem samozachowawczym. Jednak szybko wyszło na jaw, że zrobił to tylko po to, by móc dorwać Aidana w swoje sidła. Tak wszystko się zaczęło...
Potem Aidan się uparł, że Nerina zostanie jego asystentką, a do jej obowiązków należało jedynie unicestwianie zagrożenia jakim były wampiry nie potrafiące zapanować nad sobą, tak jak ona, wcześniej. Wszystkie tego nienawidziła. Nienawiść przepełniała ją od stóp aż do czubka głowy.

Zahamowała. Słońce już dawno zdążyło schować się za horyzontem, a czarne niebo upstrzone było milionami błyszczących gwiazd. Księżyc w fazie nowiu niebezpiecznie połyskiwał, a Nerina od razu zauważyła czerwoną poświatę wokół niego. Ostrożnie ruszyła przed siebie, ścieżką między dwoma stronami lasu, przeczuwała zbliżającego się wroga.
W ostatniej sekundzie odwróciła się blokując atak przedramieniem, jednak siła z jaką została uderzona zarzuciła nią w bok, uderzając o jedno z drzew.
- Czyżbyś powoli traciła refleks, Nerino? - pisnęła swym wysokim tonem, Noemi. Fryzurę, makijaż i strój jak zwykle miała nienaganny. Między zmrużonymi powiekami w świetle księżyca połyskiwały czerwone tęczówki, młodej wampirzycy. Nerina stanęła na nogi strzepując piach ze skórzanej kurtki. Czyżby to przed nią ostrzegał kolor jej oczu?
- Czego chcesz? - warknęła nie ruszając się z miejsca.
Noemi była asystentką Victora, czyli stworzoną przez niego wampirzycą. Była młoda, sądząc po jej wyglądzie miała może niewiele mniej lat niż Nerina. Rude włosy zwykła zaczesywać do tyłu, dzięki jej szczupła twarz wyglądała na bardziej pociągłą i zawziętą. A cechą która ją wyróżniała, to niesamowite samozaparcie i wytrwałe dążenie do celu jakim było zgładzenie Neriny.
- Wpadłam zobaczyć co u ciebie słychać - odpowiedziała składając ręce na piersiach.
- Vicotr cię tu wysłał - było to bardziej stwierdzenie niż pytanie, jednak Nerina nie dbała w tym momencie o sposób wypowiadanych słów. Jej niezawodne przeczucia mówiły w tym momencie tylko jedno, Aidan ma kłopoty - jesteś tu by mnie zatrzymać - warknęła.
- Tak jak mówił mój ukochany - zaśmiała się piskliwie - szybkość twojej dedukcji prawie dorównuje mojej.
- Nie rozśmieszaj mnie - Nerina prychnęła, po czym ruszyła w stronę z której przyszła.
- Chyba nie sądzisz że tak po prostu dam ci odejść! - wrzasnęła, zamachując się ręką. Ostre jak brzytwy paznokcie Noemi z łatwością przecięły skórę na policzku Neriny zostawiając jedynie pięć długich rozcięć. Brunetka starła spływającą krew wierzchem dłoni. Wyprostowała się po czym... zniknęła z miejsca.
Noemi dobrze widziała że kolejnym atutem Neriny była jej niespotykana szybkość. Potrafiła pokonać dystans stu kilometrów w zaledwie czterech minut. Młoda wampirzyca była teraz osaczona z każdej strony, musiała się pilnować i nie tracić czujności. W pozycji obronnej rozglądała się dookoła, czekając na atak przeciwniczki.
Dobrze wiedziała że Nerina nie uciekła. Po pierwsze była zbyt dumna by pozwolić sobie na jakąkolwiek słabość, po drugie znała ją i wiedziała że teraz nie odpuści, nie gdy została ośmieszona przez Noemi. Po trzecie... jej zapach był wszędzie. Unosił się w powietrzu i drażnił nozdrza Wampirzycy.
- Twój smród mnie zabije jeśli ty się na to nie zdecydujesz! - zawołała, śmiejąc się donośnie. W momencie kiedy straciła czujność Nerina zaatakowała. Z całej siły wgryzła się w szyję rywalki. Przeszywający wrzask rozniósł się lasem, docierając do mieszkających w zasięgu pięciu kilometrów, ludzi.
Noemi wyrwała się z uścisku Neriny automatycznie zaciskając dłoń na krwawiącej ranie. Wykrzywiła twarz w okropnym grymasie bólu, dysząc ciężko. Czerwona ciecz spływała z całego jej ramienia, na tułów, tworząc pokaźną kałużę pod nogami dziewczyny. Noemi patrzyła na to wszystko zniesmaczona. Jej cenna krew... ludzka krew, która dawała tyle siły! Właśnie ją traciła.
- Victor - wyszeptała - Victor... - upadła na ziemię głuchym łoskotem.
Silniejszy podmuch wiatru zwiał czarne kosmyki włosów z twarzy Neriny. Bezszelestnie podeszła do ciała wampirzycy. Pośliniła kciuk, następnie przejechała nim po rozcięciach na policzku. W trzy sekundy później nie było żadnego śladu krwi. Tą wampirzą cechę Nerina uwielbiała.
Odwróciła się na pięcie i nadzwyczajną prędkością udała do posiadłości Aidena.

Drzwi na tarasie były otwarte na oścież, a przeciąg szarpał białymi jak śnieg zasłonami. Czarnowłosa przeszła obok basenu, następnie schodkami weszła na taras. Stanęła w otwartych drzwiach oglądając pomieszczenie od zewnątrz. W pokoju panował półmrok. Ciepłe światło lampy stojącej w rogu oblewało przystojną twarz Aidena, pochylającego się nad laptopem.
Nerina weszła do środka zamykając za sobą drzwi. Dopiero wtedy Aiden zaszczycił ją spojrzeniem spod jasnozłotych tęczówek. Ciemne włosy, jak zwykle w nieładzie sięgały mu do ramion.
"Czy coś się stało?" , zadudnił głos w jej głowie.
- Mógłbyś mnie uprzedzić jakimś delikatnym wstępem zanim następnym razem wtargniesz do moich myśli? - spytała oburzona podchodząc bliżej. Wiedziała jakie wiążę się z tym ryzyko, jednak musiała się do tego przyzwyczaić. Będzie z Aidenem już na wieki, nie może pozwolić sobie na to by za każdym razem, przebywając obok, nie kontaktować z rzeczywistością. Rozsiadła się na fotelu stojącym po drugiej stronie biurka, nogi składając na drewnianej powierzchni blatu.
- Czuję młodziutkiego wampira - mruknął patrząc jej prosto w oczy - spotkałaś Noemi?
Nerina wahała się chwilę, choć na dobrą sprawę była przegrana. Aiden nie uwierzy jeśli odpowie mu "nie". Równie dobrze mogłaby po prostu dalej milczeć, jednak wymagania Aidena co do jej zachowania były zupełnie inne. Domagał się odpowiedzi buszując w jej głowie.
- Spotkałam - odpowiedziała w końcu kiedy, markotny wampir stał się całkowicie nie do wytrzymania - czemu tak bardzo cię to interesuje?
- Zamieniłem cię w pół-wampira poprzez zmieszanie naszych krwi, o czym nie dałem posmakować swojej co skutkuje jednoznacznym zachowaniem z twojej strony. Jakakolwiek dbałość o ciebie ci się należy.
Nerina milczała jak zaklęta wpatrując się w swojego "stwórcę". Gdy zorientowała się o jakim "jednoznacznym zachowaniu" mówił przed sekundą Aiden, odwróciła głową, a jej spojrzenie padło na pierwszą lepszą rzecz w pokoju.
- Czemu nie chcesz dać mi swojej krwi? - spytała nagle przerywając ciszę.
Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Czy może, nie chciał na nie odpowiedzieć? Dokładnie wiedział jaka będzie reakcja Neriny gdy tylko udzieli pożądanej przez nią informacji. Gdyby mógł ubrać w słowa, które potrafiły by to opisać, już dawno by to zrobił. Jednak nie znał takich słów. On, żyjący już prawie sześciuset lat, nie znał słów by wszystko jej wyjaśnić.
- Nie chcę byś na nowo przechodziła przez to piekło.
Mówiąc to piekło, miał na myśli okres czasu gdy Nerina nie panowała nad swoim instynktem i zabijała wszystko w czym płynęła ciepła, smaczna krew. To doprawdy można było porównać do piekła. Niemożliwość zapanowania nad sobą.
- Skąd pewność że pijąc ludzką krew na nowo stanę się taka jak kiedyś? - spytała podniesionym tonem. Jej agresja była teraz wzmożona, w końcu właściciel zapachu który pociągał ją od stu dwudziestu lat siedział zaledwie metr od niej. Mogła się na niego rzucić. Mogła załatwić to w kilka sekund, posmakować krwi która wołała ją do siebie.
Aidan wstał gwałtownie, uderzając dłońmi o blat biurka.
- Nie będziemy ryzykować - warknął. Złoto w jego oczach przelewało się z boku na bok, ociekając złością. Nerina zrezygnowała. Wstała i podeszła do drzwi.
- Nie próbuj udawać silnej, kiedy oboje wiemy że jesteś słaba. Nikt na tobie nie polega Nerino, nie potrzebujesz walczyć dla kogoś - powiedział, gdy miała zamiar wyjść.
Ból przeszył niebijące od ponad wieku serce brunetki.
W głowie nadal dudniły słowa "nikt na tobie nie polega". Gdyby umiała, prawdopodobnie rozpłakałaby się - tu i teraz. Ale wampiry nie płakały. Były niesamowicie szybkie, silne, posiadały nadprzyrodzone zdolności, ich ślina działała regenerująco na rany, ale nie potrafili wykrzesać z siebie odrobiny smutku i przelać go w kilka łez. To było żałosne.
Chciała powiedzieć mu o walce z Noemi i o Viktorze. O tym że czuje jego obecność. Wie że czai się gdzieś w pobliżu czekając tylko na odpowiedni moment by zaatakować i zniszczyć Aidena. Przeczucia nigdy jej nie myliły. To był jej dar.
Otworzyła usta w nadziei wypowiedzenia jakiegokolwiek słowa, jednak milczała. Uczucie jakie nią wstrząsnęło, było do tego stopnia uzależniające od swojej obecności, że Nerina pragnęła więcej. Chciała by Aiden zadał jej więcej bólu. Wtedy mogłaby odejść w spokoju wiedząc, że nigdy nie była mu potrzebna.
Wtedy drzwi przy których stała otworzyły się z hukiem, uderzając o ciało dziewczyny. Cofnęła się o kilka kroków, łapiąc za przedramię, które uchroniło ją od ciosu. Czyjaś dłoń chwyciła ją za nadgarstek i odrzuciła do tyłu, za biurko. Seria wrzasków i przekleństw, potem kobiecy pisk i cisza.
Nerina wyszła zza biurka rozglądając się wokoło. W drzwiach dalej stała Noemi, dziwnym, przerażającym wręcz brunetkę spojrzeniem, wlepiając wzrok w przeciwniczkę.
- Victor nie pozwolił mi cię zabić - warknęła śmiejąc się jak prawdziwy psychopata - jednak nie zabronił mi się z tobą pobawić! - mówiąc to rzuciła się przed siebie łapiąc Nerinę za koszulkę. Bruknetka chwyciła nadgarstki młodej wampirzycy i z ogromną siłą odepchnęła ją od siebie. Ruda wpadła na regał z książkami, przewracając go na siebie.
Nerina nie traciła czasu. Wybiegła z domu na taras, przeskakując przez barierkę. Gdy była w powietrzu Noemi uderzyła w nią i razem wpadły do basenu, głośnym pluskiem. Pod wodą ruchy Neriny nie były tak skoordynowane jak na powietrzu. Jedyne co mogła zrobić to machać rękoma i nogami w nadziei że uda jej się wypłynąć na powierzchnię.
Czemu akurat w takim momencie musiała zacząć myśleć o tym co powiedział jej Aiden? Czemu tak bardzo liczyła się z jego opinią? Co on dla niej znaczył, by przejmowała się bezpodstawnymi bzdurami jakie opowiadał? To niedorzeczne.
- Jestem silna! - krzyknęła, wynurzając się z wody. Zrzuciła z siebie skórzana kurtkę, w której chodziła zawsze, by jej nie obciążała i kierując się zapachami ruszyła przez siebie.

Polana na którą dotarła była całkowicie oświetlona przez płonący czerwienią księżyc. Nie dostrzegła ani Aidana ani Victora. Przez chwilę pomyślała że może zmylili ją tropem, jednak okazało się że dotarła w dobre miejsce. Przez polanę przemykały jedynie czarne smugi, postaci dwóch legendarnych wampirów.
Szybko została schwytana przez jednego z nich. Przyciśnięta plecami do jego ciała, dusząc się przedramieniem mężczyzny które przytrzymywało ją za szyję.
- Puść ją - zażądał Aiden.
Victor zaśmiał się, jakby usłyszał naprawdę śmieszny dowcip.
- Swój cenny skarb, klejnot, który to ja oszlifowałem?! Chyba oszalałeś towarzyszu, Aidenie.
- Jaki klejnot? - wydukała Nerina. Victor rozluźnił uścisk, dzięki czemu Nerina mogła złapać oddech wciąż będąc za kratami wampira.
- Nie mówiłeś jej? - udawane zdziwienie Victora przyniosło zamierzane skutek.
- Aiden, o czym on gada? - zawołała brunetka.
- Obawiam się Nerino, że Aiden nie miał zamiaru ci mówić.
Brunetka patrzyła na wampira z rozczarowaniem, wściekłością i smutkiem połączonym w jednym spojrzeniu. Kiedy to on unikał teraz jej wzroku, zrozumiała dlaczego tak bardzo chciał wiedzieć czy widziała się z Noemi. Bał się, że jej powie, cokolwiek to było. Nie chciał by się dowiedziała, bo alboby się od niego odwróciła i stanęła po stronie Victora, albo odeszłaby na zawsze i nie wróciła.
- O to chodzi, prawda? - spytała szeptem, mając pewność że Aiden choć milczał, siedział teraz w jej głowie.
"Szybkość twojej dedukcji jest niesamowita", odezwał się cicho.
- Chyba nie myślałaś, że zuchwały i samolubny Pan Aiden, jeden z pięciu najstarszych wampirów świata, należący do rady wampirów, zamieniłby zwykłą wieśniaczkę, czyli ciebie, w wampira tylko dla twojego dobra, albo innych czynników które przysporzyłyby ci pożytku.
Aiden ściągnął brwi. Tak jak sądził, Victor użyje swoich zdolności manipulatorskich by przedstawić Nerinie wszystko w świetle jakim chciał by to widziała. - Niewiele pamiętasz z poprzedniego życia, jak każdy z nas, ale to tylko sprzyjało Aidenowi. Zachęcał cię każdego dnia, byś weszła do lasu i dała się zmienić. Jego zapach, wygląd jaki podświadomie widziałaś i głos, którym wołał twoją duszę, pociągał cię już wtedy. Aż w końcu mu się oddałaś i weszłaś do Mglistego Lasu. A rodzice mówili... "nie".
- Przesadzasz. Przestań! - nakazał Aiden.
- Uwiódł cię, a potem wyssał prawie całą krew, zapominając o najważniejszym, czyli przemianie. W porę zmieszał waszą krew, jeszcze chwila i byłoby po pięknej Nerinie - mówiąc to długim paznokciem wodził po delikatnej skórze policzka brunetki. Jego jasnożółte włosy do pasa, otulały ją z każdej strony - kilka dni po odzyskaniu przytomności, zmieniłaś się w potwora, a wiesz czemu? Aiden nie potrafił uzyskać od ciebie tego, na czym mu zależało, więc cię porzucił. Byłaś wampirem od kilku dni, jak mogłaś wiedzieć co robić? Kierowałaś się tylko głodem. Mordowałaś ludzi dla krwi, stawałaś się coraz bardziej... odpychająca. Nie mogłem na to patrzeć. Wtedy się pojawiłem i pomogłem ci się opamiętać.
Dalej, już chyba pamiętasz, prawda?
Czy miał na myśli to, że gdy Vicotr wyciągnął do niej pomocną dłoń, pojawił się Aiden? Czemu zawsze pojawiał się wtedy, gdy zazwyczaj było za późno? A kiedy zdążyła zaufać Victorowi okazało się że zależało mu tylko na schwytaniu Aidena.
Noc w której złożyła przysięgę, że będzie służyła Aidenowi. Młode wampiry którym chciała pomóc, a gdy osiągały poziom, z którego nie było powrotu - zabijała je. Pamiętała wszystko od tamtej pory.
Zawsze był Aiden...
Zawsze On...
Korzystając z niewielkiej swobody ruchów wykręciła rękę stojącemu za nią wampirowi i cisnęła jego ciałem przed siebie. Aiden znalazł się tuż przy Nerinie, łapiąc ją za nadgarstek.
- Przepraszam - wyszeptał. Widziała że był wyczerpany. Pewnie stoczyli zaciekłą walkę kiedy ona "szarpała się" z Noemi. Był poraniony i posiniaczony. Jednak dalej zdecydował się bronić Neriny. Był pewny że w tym momencie tylko na tym mu zależało.
- Mówiłam ci już kiedyś, że jesteś dupkiem? - odpowiedziała mu pytaniem - jeśli wyjdziemy z tego cało obiecuję ci, że cię skopię - zaśmiała się gorzko.
- Nie będę oponował.
Jedyne co mogli teraz zrobić to cierpliwie czekać na atak Victora. Zniknął z pola widzenia, jednak Nerina czuła jego obecność. Pojawił się też inny zapach. To była Noemi.
To, że Aiden coraz mocniej ściskał jej szczupły nadgarstek, sprawiało że ona sama jeszcze bardziej się denerwowała, a tracenie czujności to to na co nie mogła sobie pozwolić, zwłaszcza teraz.
Pierwsza zaatakowała Noemi, najprawdopodobniej po to by odciągnąć Nerinę od prawdziwego pola walki jakie miało się rozegrać między Aidenem a Victorem.
Ruda złapała pół-wampirzycę za brudną w ziemi, białą koszulkę i z całej siły pchnęła ją przed siebie, jak najmocniej, jak najdalej, zatrzymując się dopiero o jedno z większych drzew w lesie.
Uderzała Nerinę raz po raz, nie patrząc gdzie.
"Nikt na tobie nie polega, nie potrzebujesz walczyć dla kogoś". To przez te słowa nie potrafiła znaleźć w sobie chęci do walki. Czemu tak powiedział? Z drugiej strony, może właśnie chciał ją chronić, przed wplątywaniem się w niepotrzebne pojedynki? Może wierzył w nią i polegał na niej, lecz nie chciał jej skrzywdzić, dlatego tak powiedział? Nie mogła przecież go zawieść skoro naprawdę tak było!
Złapała w locie, pięść Noemi i korzystając z chwili zaskoczenia, przyłożyła młodej wampirzycy w szczękę, nie czekając dłużej, znów wgryzła się jej w szyję.

Na pole walki Aidena i Victora dotarła z wielkim trudem. Obrażenia jakie zadała jej Noemi powinny zagoić się w przeciągu kilku godzin, teraz jednak była całkowicie bezbronna, wolna jak żółw, a szybkość jej dedukcji spadła o całe sto procent. Starała się nie myśleć o tym co ujrzy gdy już dotrze na miejsce.
Wychodząc zza krzaków, chciała by obraz, który ukazał się jej oczom, zniknął i nie wracał już nigdy. Obraz nędzy i rozpaczy. Rozpaczy Neriny.
- AIDEN! - wrzasnęła, choć odmawiały jej tego wszystkie żebra. Cudem podbiegła do leżącego na trawie wampira. Był nieprzytomny.
Upadła obok niego. Jej dłoń automatycznie odnalazła jego, była zimna.
Przed nimi stanął Victor. Milczał, lecz wyraz jego twarzy mówił wszystko. Był wściekły i zamierzał skończyć całe to przedstawienie. Aiden na pewno dał z siebie wszystko...
Nerina zacisnęła powieki. Przez dwadzieścia lat jej ludzkiego życia zdołała uświadomić sobie czym jest potęga miłości tylko jeden jedyny raz. Był to romans zakazany, między nią a wysoko postawionym urzędnikiem w jej miasteczku. Kochała go, a on ją. Wszystko się skończyło gdy ojciec chłopaka, zaręczył go z piękną panną z dobrego domu i chłopak wyjechał. Nie wrócił nigdy. Wtedy Nerina przyrzekła sobie, że już przenigdy nie wplącze się w żadne miłostki.
Chyba złamałam obietnicę, przemknęło jej przez myśl, ciągle trzymając dłoń Aidena. To wszystko się zaraz skończy. Chyba o tym marzyła? Żyjąc wiecznie każda rzecz zaczyna się nudzić, nawet samo życie. I Nerinie też zaczęło, jednak coś sprawiło że chciała żyć wiecznie przy czyimś boku.
- Cholera, jednak złamałam tą obietnicę - mruknęła, podnosząc się. Nagle wszystkie siły wróciły z powrotem i to ze zdwojoną siłą! Czuła się przewspaniale - Victorze, ty chyba masz jakiś problem osobowości - dodała patrząc krzywo na zaskoczonego wampira.
- Jakim cudem ty... - wskazał na nią palcem - to i tak nie ważne - warknął. Zamachnął się ręką i w tym momencie, dwa czarne cienie powaliły go na ziemię. Trzeci pojawił się obok Aidena.
To była trójka pozostałych najstarszych wampirów świata, należących do rady wampirów.
Melvin. Ten, który zajmował się Aidenem był najstarszy. Miał ponad siedemset lat a jego specjalnością była medycyna. Wampirza i ludzka krew nie robiła na nim żadnego wrażenia. Potrafił opamiętać się gdy tylko chciał.
Pozostała dwójka to bracia włoskiego pochodzenia. Wiecznie przystojni i pociągający, Ian i Paul Hammsonowie. Znani z ciętego humoru i potężnej siły we wspólnym obalaniu przeciwników.
- Nerino, podejdź do mnie - swoim spokojnym i harmonijnym głosem przywołał ją do siebie Melvin. Nerina dopiero teraz poczuła że to co nazwała siłą, było jedynie czystą dawką adrenaliny i w dalszym ciągu była słaba i wyczerpana.
Gdy przyklęknęła przy Aidenie Melvin podał jej małą fiolkę ze złotą substancją.
- Zaaplikuj mu to za jakiś czas.
Brunetka schowała fiolkę do tylnej kieszeni spodni. Zaraz potem Aiden otworzył oczy i podniósł się do pozycji siedzącej. Rozejrzał się dookoła, a jego wzrok ostatecznie padł na Nerinę.
- Nic ci nie jest? - spytał tonem, którego Melvin nie słyszał nigdy.
- Tak więc - oznajmił nagle wampir, podnosząc się - zajmiemy się Victorem, ty w tym czasie wypoczywaj przyjacielu - uścisnęli sobie ręce. Melvin skinieniem głowy i lekkim uśmiechem pożegnał Nerinę. A potem podszedł do braci Hammson i trzy czarne smugi opuściły polanę.
- Nic ci nie jest? - ponowił pytanie Aiden łapiąc Nerinę za rękę.
- Wszystko gra - odpowiedziała - a z tobą?
- Już nie te lata - zaśmiał się - będzie dobrze.
Zaśmiali się, a potem zapanowała jedna z tych niezręcznych ciszy, które denerwowały Nerinę.
- Chciałem cię przeprosić za te słowa w moim gabinecie - zaczesał włosy do tyłu - nie mówiłem ich po to by się urazić. Chciałem cię chronić.
- Rozumiem - mruknęła Nerina.
Spojrzała w złoto przelewające się w oczach Aidena. Tym razem było przepełnione dziwnym uczuciem. Jakby troską i odrobiną... sympatii.
- To jest bardziej skomplikowane niż się może wydawać - wydusił z siebie gładząc jej policzek.
- Tylko ci się tak wydaje - szepnęła a potem chwyciła go za szyję i przyciągnęła do siebie, całując.
Tak, zakochała się. Każda cząsteczka jej ciała chciała to wykrzyczeć. Odnalazła sens wiecznego życia.
- O jakiej złamanej obietnicy mówiłaś? - wysapał Aiden gdy już skończyli się całować.
- Później ci opowiem, mamy całą wieczność - splatając palce ich dłoni, pociągnęła go za sobą wzdłuż polany. A on patrząc jej w oczy, z ulgą stwierdził że na powrót stały się zielone.

Autor: RyuTaki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz