sobota, 5 lutego 2011

Praca konkursowa #30: Unnamed

Rozdział I
Mrok

– Mrok – powiedział cichym tonem mężczyzna w długim aż po ziemię czarnym płaszczu. Delikatne promienie słońca oświetlały miejsce gdzie stał, jego twarz było sroga i pełna różnorakich blizn, poczynając od małych przez przecięcia od noży i sztyletów, po długie i duże zadane przez miecze. Stał w przerażającym lesie pogrążonym w ciszy. Wokół niego znajdowały się na wiór wyschnięte drzewa, które przeraźliwie szeleściły przy najlżejszym podmuchu wiatru. – Ludzie boją się mroku…
– Kim jesteś?! Czego ode mnie chcesz?! – krzyknął z przerażeniem młodo wyglądający chłopak . Na jego twarzy widać było przerażenie, jakby zobaczył coś nieludzkiego. Zaczął powoli, krok po kroku, kierować się do tyłu.
– Kim jestem? Łowcą… jestem Ikamaru – odpowiedział tonem wywołującym w człowieku strach – jesteś plamą na honorze rodziny czystej krwi, musisz ponieść konsekwencje za swoje czyny, chcę twojej krwi – po tych słowach ruszył w stronę chłopaka.
Nagle zaczął padać śnieg.
– Mylisz się! Nie jestem tym za kogo mnie uważasz! – krzyknął chłopak, jego ręce całe drżały a oczy spoglądały na łowcę, który kierował się w jego stronę – Co to za mroczna aura? – pytał siebie chłopak. Choć z tyłu nie było nikogo, jego lewe kolano ugięło się, jakby pod siłą kopniaka i upadł na ziemię.
–Czuję żądze krwi, czy to naprawdę demon? Cholera nie mogę się ruszyć! – krzyknął chłopak. Zakapturzony mężczyzna wyciągnął swój miecz i szybkim energicznym ruchem przeszył mu serce. Patrząc jak umiera, dodał:
– Strach jest narzędziem, które musimy opanować do perfekcji, lęk przede mną sparaliżował cię, nic nie zdołałeś zrobić. Byłeś słaby, bo nie było ma w tobie ani krzty nienawiści.
Mroczny jeździec wyciągnął swój miecz z ciała chłopaka, chwilę spoglądał na niego poczym zaczął kierować się wzdłuż ubitej ścieżki w stronę wschodzącego słońca, a gdy oddalał się, cały las tuż za nim wracał do życia. Choć była zima i padał śnieg, cały las stał się bujny i zielony, kwiaty zaczęły kwitnąc.
Ręką chłopaka zaczęła drgać, po chwili zaczęła kierować się ku niebu, wraz z nią uniosło się całe ciało. A gdy pionowo za wisiał w powietrzu, pojawił się biały błysk, który przebił ciemne chmury i zaczął oświetlać martwe ciało, które nagle zaczęło zmieniać się w płatki róż, poczynając od jego prawej ręki.
– A więc tak? – odparł z lekkim zdziwieniem łowca patrząc z daleka na ciało chłopaka – byłeś aniołem, po co tu przybyłeś? Wkraczając w ludzki świat tracisz wszystkie swoje moce… głupie posunięcie – łowca zaśmiał się. Jakby przyjrzeć się bliżej jego twarzy, można by zauważyć, że rzadko okazuje jakiekolwiek uczucia. Można by nawet śmiało powiedzieć, że od bardzo dawna na jego twarzy nie widziano radości, zadowolenia, zachwytu.
Czerwone płatki róż, które ułożone były w sylwetkę chłopaka, zmieniły się w proch, który wiatr rozsypał po całym lesie.

* * *

– Zgubiłaś się dziewczynko? – spytał się młody mężczyzna podchodząc do ciemnowłosej, niebieskookiej dziewczyny. Ubrana ona była w ciepło wyglądającą brunatną kurtkę i niebieskie jeansy.
– Czy mogę skosztować twojej krwi? – spytał, spoglądając wprost na przerażone oczy dziewczyny. Na jego twarzy widać było delikatny, złowieszczy uśmiech. Miał już wyciągnąć lewą rękę z kieszeni swojego białego garnituru, aby chwycić dziewczynę, lecz coś mu przeszkodziło. Był to piasek, który został popchany przez wiejący wiatr. Piasek wleciał mu w oczy, przez co został na chwilę zdekoncentrowany. Przetarł oczy dłońmi, na których miał założone białe rękawiczki. Otworzył oczy i ujrzał przed sobą mrocznego jeźdźca. Znajdowali się na polu zboża, na ścieżce, używanej przez pobliskich mieszkańców chodzących często o poranku nad strumyk, który oddzielał pole od wzgórz pokrytych śniegiem. Raz po raz można było zauważyć tu dzieci bawiące się z sąsiedniej wioski położonej u podnóża wzgórz.
– Upaść tak nisko, jesteś plamą w honorze wampirów, chciałeś napić się krwi niewinnej dziewczyny, ale to nieważne, muszę wykonać swoją misję – powiedział spokojnym tonem jeździec, po czym dźgnął go w serce swoim mieczem. Wampir ani drgnął, choć krew spływała z rany, on nadal stał, jakby nie został w ogóle trafiony.
– Nie da się zabić wampira zwykłym mieczem – odpowiedział z drwiącym uśmiechem na twarzy.
– Masz rację – przytaknął jeździec cofając swój miecz – lecz spójrz, co jest na nim wyryte – po tych słowach wampir upadł na kolana tracąc siły, podniósł głowę i spojrzał na czarny miecz który stał przed nim wbity w ziemię. Zauważył na nim biały napis.
– Iustitias vestras iudicabo – przeczytał wampir.
– Czy ty jesteś? – z niewiadomych przyczyn, nie miał już sił. Czuł się jakby coś odbierało mu całą jego energię.
– Jam jest twą sprawiedliwością – odparł jeździec, po niedługiej chwili chwycił miecz, i ponownie dźgnął wampira, tym razem przebijając pod skosem jego szyję. Tuż przed ostatecznym ciosem łowcy można było usłyszeć słowo z ust wampira. Słowo to brzmiało „Dlaczego?”
– Ponieważ jestem łowcą. Po chwili milczenia dodał:
– Łowcą nagród, a ci co piją krew, wbijając się w ludzką szyję, muszą zginąć… jesteście potworami w ludzkiej skórze.
– Mężczyzna podszedł do przerażonej dziewczynki, cała się trzęsła, jej wyraz twarzy świadczył o tym że była pełna świadomości tego, że ją też czeka taki sam los.
– Jesteś wolna, uciekaj – powiedział jeździec chowając miecz.
– Nie mam gdzie iść, ten wampir zabił moją rodzinę, uciekałam – odparła płacząc. – I wtedy pojawiłeś się ty – dziewczynka spojrzała na ziemię – on zabił moją rodzinę – powtórzyła płacząc.
Łowca drwiąco się zaśmiał, odwrócił się plecami do dziewczynki i spoglądał na wzgórza.
– Masz pecha – powiedział mężczyzna, idąc w stronę najbliższego miasteczka.
Po krótkim marszu łowca odwrócił się za siebie. Dziewczyna szła za nim.
– Czego chcesz? – spytał groźnie.
– Chcę iść z tobą – dziewczyna chwyciła go za prawe ramię.
– Nie ma mowy – bez zastanowienia odparł. – Ile masz lat? Dwanaście?
– Proszę, pozwól mi iść z tobą, będę utrzymywać Ci kroku.
– Robisz się kłopotliwa, niech będzie, pozwolę ci pod jednym warunkiem, od teraz służysz tylko mi –położył swoją dłoń na jej głowie. – Czy poświecisz dla mnie życie? – spytał.
Dziewczynka nie odpowiadając, spojrzała w jego przepełnione nienawiścią zielone oczy.
– A więc ustalone, idziemy do miasta – powiedział.
– Możesz opowiedzieć coś o sobie? – spytała, spoglądając na jego pełne nienawiści oczy.
– Jestem Ikamaru.
– Słyszałam o tobie, jesteś legendą.

* * *

– Jak masz na imię? – spytał łowca, patrząc przed siebie.
– Irmina – odpowiedziała dziewczynka, spoglądając w ziemię w czasie marszu.
Łowca z dziewczyną weszli do małego miasteczka na wzgórzu. Miasto znane było z handlu winem, mające uznanie w całym kraju Ognia.
– To on – powiedział cichym tonem starszy mężczyzna do kobiety.
– Słyszałam, że wymordował swoją rodzinę dla pieniędzy – odpowiedziała. – Czego on szuka w naszym mieście?
– Tego co każdy łowca, miejmy nadzieję, że nas nie rozpozna – po krótkim milczeniu dodał:
– Jego uczucia zniknęły, jego serce przestało bić, a jego złość można poczuć z daleka… demon w ludzkiej skórze.
– Tak samo jak my – odpowiedziała opierając się o stary mur domu.
Łowca wraz z dziewczyną szli kamienną ścieżką. Droga była prosta i długa na ponad siedemset metrów. Rozpoczynała się wraz z wschodnią bramą wjazdową, a kończyła przy kościele.
– Nie chcemy cię tu! – krzyknął odważnie do Ikamaru jeden z przechodniów.
Łowca zatrzymał się. Jego oczy spoglądały na kamienną ścieżkę, po chwili spojrzał w szare chmury.
– Racja, wynoś się! – krzyknął kolejny mieszkaniec miasta zwanego Siniti.
Choć jeździec nie zrobił żadnego ruchu, obaj protestujący upadli na kolana. Wiatr zawiał jakby mocniej.
Reszta mieszkańców będąca w zasięgu oka łowcy chciała uciekać, lecz nie mogli się ruszyć sparaliżowani strachem.
– Irmino – powiedział łowca – pokażę ci deszcz. Wyciągną swój miecz. – Deszcz krwi.
Dziewczyna chciała zaprotestować, lecz nic nie odpowiedziała. Spoglądała wokół siebie. Pomiędzy dwoma rzędami domów, kończącymi się dopiero przy zachodniej bramie miasta, widziała około trzydziestu przerażonych, różnego wieku mieszkańców, którzy byli pod kontrolą łowcy. Dzieci, matki, ojcowie, a nawet znalazł się mały kot, wszyscy oni stali nieruchomo pod wpływem mocy jeźdźca.
Nagle każdy z mieszkańców uniósł się w górę na wysokość domów. Wisząc w powietrzu nie mogli nawet drgnąć, wyglądali niczym posągi, które stoją na niewidzialnej platformie.
– Proszę, nie! – krzyknął mężczyzna, po tych słowach ciała unoszące się w powietrzu gwałtownie rozerwały się. Krew rozbryzgnęła się na wszystkie strony.
Wyglądało to jak spadające krople deszczu.
– Stop! Nie możesz tak zabijać ludzi – krzyknęła Irmina.
– A co? Chcesz pokoju? To przyzwyczajaj się do wojny – spokojnym głosem odparł łowca.
– Wojna?! Tylko takie rozwiązanie uważasz za dobre? – krzyknęła dziewczyna, stała kilka stóp przed łowcą.
– Od kiedy oni się ujawnili, ludzie żyją w strachu. Kto ich pokona? Jestem jedynym łowcą, który jeszcze żyje!
– Zabiłeś ich! – dziewczyna miała chęć uderzyć łowcę, lecz się powstrzymała.
– Bo to nie byli ludzie, każdy z nich był potworem… wyczułem ich przeklęte dusze – łowca nadal patrzył na dziewczynę, która próbowała odczytać z jego twarzy coś więcej, co pomogłoby jej bliżej go poznać. Niestety, nic nie udało się jej wyczytać, dopiero teraz zauważyła, że jego prawe oko ma kolor ciemny, a lewe zielone. Na początku sądziła, że to gra świateł, lecz gdy przyjrzała się dokładniej, zauważyła, że oczy różnią się od siebie.
– Potwory? To czemu nie walczyli? Nie przeciwstawili się tobie?
– Bo byli słabi – odpowiedział łowca.
– Byli słabi? Czy aby na pewno? Może to ty masz za dużą moc?
– Powiedziałem ci coś! Szykuj się do wojny!
– Co to znaczy? – spytała ze zdziwieniem dziewczyna, po tych słowach lekko odwróciła głowę w prawo, spoglądając na stare zniszczone okno.
– Oni się szykują – odpowiedział Ikamaru – tak… wybiją wszystkich ludzi, potrzebujemy armii, to nasza misja – łowca spojrzał w szare niebo. – Musimy iść do Marytanu, spotkać się z czarownikiem zwanym Samari.
– Wojna… musimy temu zapobiec – po krótkim czasie milczenia dodała:
– Kto to taki? Ten Samari?
Mężczyzna ruszył na przód, kierując się do wyjścia z miasta.
– Stary przyjaciel, jest czarownikiem… pomoże nam w naszej misji, musimy iść na zachód.
Ikamaru wraz z Irminą wyszli z miasta przez zachodnią bramę, była ona drewniana i wysoka na dwa metry. Na zewnętrznej stronie bramy wyryty został obraz lwa stojącego na skale.
Wokół nich były wzgórza otoczone lasem nagich drzew.

Rozdział II
Krok wstecz

– Pomszczę cię, przyjacielu – powiedział Ikamaru klęcząc nad grobem. Ubrany on był w czarny płaszcz. Dookoła prócz kilku starych drzew można było dostrzec groby, krzyże oraz pamiątkowe tablice poległych w bitwie o ziemię, którą chciały zawładnąć potwory.
Łowca wstał i rozejrzał się wokół. Stał on na obrośniętej ziemi. Odwrócił się od grobu przyjaciela i zaczął kierować się naprzód. Zrobił raptem kilkanaście kroków a już znajdował się przy szarym, zniszczonym krzyżu z tabliczką, na której wypisane było:
„ Rodzina Crather, 23 V 4994 r. ery odrodzenia.
Zabita przez wampira ”
– Was także – powiedział mężczyzna. – Obiecuję wam, że zabiję każdego odmieńca, którego spotkam. Oczyszczę ten świat z robactwa.
Wiatr zawiał mocniej, poruszając jego długimi czarnymi włosami.
– To już dwanaście lat, a ty nadal codziennie tu przychodzisz – powiedziała brązowowłosa kobieta. Stała ona tuż za Ikamaru. Miała na sobie ciemnoniebieską sukienkę.
Łowca nadal spoglądał na grób swojej rodziny. Po głosie poznał, że jest to jego przyjaciółka.
– Myślałem, że zostanę tu do końca, ale los chce inaczej, wyruszam w podróż – powiedział mężczyzna.
– Teraz? Kiedy zostaliśmy zjednoczeni? – zdziwieniem spytała dziewczyna.
– Zabiję ich wszystkich, a potem zniszczę tę korporację.
– Ona już nie istnieje!
– Ale nadal żyją osoby za to odpowiedzialne.
– Nie możesz, nie dasz rady! – krzyknęła dziewczyna.
– A mam inny wybór? Muszę to zrobić, ta firma odebrała nam wszystko co mieliśmy! Od kiedy ludzie dowiedzieli się, że w ziemi krąży energia, którą można przetworzyć w prąd, zaczęli powoli odbierać jej życie! A gdy już całą wyczerpaliśmy, nasza planeta niemal natychmiast zaczęła się psuć. Wszystko zwiędło, musieliśmy zacząć wszystko od nowa. Jeszcze w dodatku okazało się, że mamy nieproszonych gości – Ikamaru spojrzał w szare niebo .
– Firma nie istnieje od trzydziestu lat! Wszystko wróciło do normy, nawet nie wiesz czy ludzie za to odpowiedzialni nadal żyją!
– Znajdę ich i zabiję… wyruszam dzisiaj.
– Pójdę z tobą – powiedziała dziewczyna, robiąc krok naprzód w stronę swojego przyjaciela.
– Nie, pójdę sam, nie chcę nikogo w to wplątywać – mężczyzna spojrzał prosto w duże zielone oczy dziewczyny.
– Chcę ci pomóc.
– Posłuchaj, zostałaś tylko ty, nie wybaczyłbym sobie, jakby coś ci się stało– Ikamaru chwycił dziewczynę za ręce. – Zostaniesz tutaj i będziesz pilnować porządku w tym mieście, nie pozwól aby ktoś obcy tutaj wkroczył, rozumiesz?
– Ile ci to zajmie?
– Wrócę jak najszybciej – mężczyzna przytulił przyjaciółkę. – Żegnaj.

Rozdział III
Zemsta

– Zapada noc, musimy gdzieś przenocować – powiedział łowca do Irminy idącej krok za nim. Szli oni wąską ścieżką prowadzącą do kamiennego mostu oddzielającego wzgórza od lasu. Znany był jako przeklęty. Podobno żyły w nim istoty groźniejsze od wilkołaków, trolli, gnomów, a nawet samych wampirów. – Niedługo powinniśmy dojść do lasu, przenocujemy tam – powiedział łowca odwracając się w stronę towarzyszki.
– Słyszałam że w tym lesie są przeraźliwe stwory – odpowiedziała dziewczynka patrząc na łowcę. Na jej twarzy ukazał się strach, prawdopodobnie ktoś z rodziny opowiedział jej historie na temat lasu.
Łowca zatrzymał się a wraz z nim Irmina która z zdziwieniem przyglądała mu się. Zamknął oczy i wyciągnął ręce przed siebie. Dziewczyna zastanawiała się co on robi. Nagle wiatr zawiał mocniej, a jego ręce otaczała jakby niebieska pętla energii. Trzasnął grom z nieba który przestraszył Irminę na tyle aby upadła.
– boli – powiedziała cichym tonem dziewczyna szybko wstając. Irmina nawet nie zauważyła a już było po wszystkim.
– Proszę, to cię uchroni – powiedział jeździec podarowując dziewczynie naszyjnik w kształcie małego trójkąta.
– Co to jest? – Spytała zakładając go na szyje.
– Mój amulet, kiedyś uczyłem się magii wymarłej, i zostało mi w pamięci teleportowania rzeczy które zostały wcześniej zapieczętowane. Dzięki czemu jest się pewnym że nikt go nie użyje ponieważ aby działały musi się je odpieczętować używając krwi właściciela.
Ikamaru wyciągnął krótki sztylet i lekko przeciął koniuszek swojego palca. Chwycił na chwilę amulet i dotknął go zranionym palcem pozostawiając na nim swoją krew.
– Teraz przynajmniej nie będziesz mi zawracać głowy tym lasem, jeśli będziesz w niebezpieczeństwie amulet stworzy wokół ciebie barierę obroną która powinna wytrzymać jakikolwiek atak.
Łowca ruszył na przód.
Dziewczyna przez dłuższy czas przyglądała się amuletowi, który świecił na czerwono pod wpływem promieni słońca; których było stosunkowo mało, choć nie było w tym nic dziwnego w tę porę roku. Dziwne natomiast było to że aż do mostu nikogo nie spotkali. Z początku dla Ikamaru było to podejrzane, lecz szybko o tym zapomniał.
– To już tu – powiedział łowca spoglądając na krótki kamienny most. Dziewczyna przyglądała się spokojnie płynącej rzece. Miała wrażenie że coś zauważyła nad nią, jakby niebieski płomyk. Lecz po chwilki zniknął z jej wzroku.
– Idziesz? Czy będziesz tak stała? – spytał Ikamaru patrząc na Irminę.
– Jesteś inny niż przedtem – powiedziała dziewczyna wchodząc razem z towarzyszem do gęstego lasu. Drzewa były nagie i suche, a wiejący wiatr poruszał połamanymi gałęziami drzew w taki sposób że najmniejszy podmuch wiatru powodował skrzypliwy dźwięk.
– Jaki jestem? O czym ty mówisz? – spytał z zdziwieniem jeździec.
– Dałeś mi swój obronny amulet, sam byś mógł go założyć – odpowiedziała chwytając obiema rękoma naszyjnik który dostała od Ikamaru.
– Ha! Myślisz że martwię się o ciebie? łowcą, zabijam za pieniądze aby przetrwać do końca mojej podróży a w ogóle jakbym mógł go nosić to byś go w ogóle nie dostała!
– Dlaczego nie możesz go nosić?
– A co cię to obchodzi?
– Jeśli zabijasz dla pieniędzy, to dlaczego zabiłeś tamtych!?
– Bo to część mojej zemsty, przestań zadawać takie głupie pytania, nie obchodzi mnie co zrobisz, jesteś dla mnie tylko narzędziem.
– Jak zginę nie będzie cię to obchodzić?! – w oczach dziewczyny pojawiły się łzy.
– Moim celem jest zemsta, to dzięki niej jeszcze żyje… bądź wdzięczna że jeszcze cię nie zabiłem.
Dziewczyna zamilkła. Łowca po niedługim czasie zatrzymał się.

Rozdział V
Zdrada

Irmina otworzyła oczy, rozejrzała się wokół. Znajdowała się na pustkowiu, mocny wiatr poruszał czerwonym piaskiem który często wpadał dziewczynie do oczu. Niebo było wyjątkowo jasne. Irmina zauważyła na horyzoncie wysoki budynek, wyglądał na wieżę.
– Tam mieszka Samari? – spytała dziewczyna wskazując palcem na wieżę. Łowca lekko kiwnął głową, przeczesał długie czarne włosy palcami i ruszył na przód.
Przez resztę drogi towarzysze nie odzywali się do siebie. Ikamaru i Irmina byli już kilka kroków przed czarną, wysoką aż po chmury wieżą lecz łowca zatrzymał się.
– Dlaczego się zatrzymaliśmy? – spytała dziewczyna spoglądając na Ikamaru który wyglądał na zamyślonego. Nagle tuż przed nimi pojawił się kłąb dymu z którego wyłonił się starzec. Miał na sobie brązowy długi płaszcz.
– Witaj przyjacielu – powiedział czarodziej mając szeroki uśmiech na twarzy.
– Samari, potrzebujemy twojej pomocy – łowca pokazał rękę dziewczyny. Czarodziej przez dłuższą chwilę przyglądał się znakom na ręce Irminy. Starzec wziął głębszy wdech, zrobił kilka kroków w tył, spojrzał się na łowcę po czym odpowiedział:
– Nie mogę wam pomóc – po tych słowach Samari szybkim ruchem uderzył dłońmi o ziemię.
– Zaczekaj! – krzyknął Ikamaru. Nie zdążył, starzec zmienił się w kruka i odleciał na wysokość chmur.
Po chwili ręka dziewczyny zaczęła owijać się czarną pętlą. Irmina poczuła się jakby straciła kontrole nad ciałem. Czuła się jakby ktoś inny kierował nią samą. Kucnęła, i podskoczyła w górę na tyle mocno że ziemia zadrżała. Ikamaru zdziwił się widząc jak dziewczyna unosiła się coraz wyżej i wyżej. Po chwili stracił ją z oczu. Irmina zatrzymała się i zaczęła unosić się nad chmurami. Nie była to ta sama dziewczyna jaką poznał Ikamaru. Wyglądała na zdecydowaną i gotową do walki.
– Wiedziałem… – powiedział Samari, unosząc się kilkanaście metrów od dziewczyny. – Jesteś dziedziczką otchłani. Po ugryzieniu przez rzadką roślinę zwaną Samatiną obudziła się u ciebie ta moc. Zagrażasz mojemu planu, muszę cię jak najszybciej zabić!
– Planu? Co masz na myśli? – spytała groźnie dziewczyna.
– Mam zamiar stworzyć wielką armię potworów, dzięki której będę jedynym władcą świata!
– Przecież jesteś jego przyjacielem!
– Mówisz o Ikamaru? A co ty o nim możesz wiedzieć? Już jako dziecko zabił swoich rodziców, nawet ręka mu nie drgnęła gdy to robił. Właśnie wtedy zrozumiałem że jest on idealny jako mój sługa, więc podrzuciłem mu pierścień który z dnia na dzień odbiera mu wole. A gdy nadejdzie noc trzech księżyców, moc pierścienia zmieni go w mojego sługę! Już na zawsze będzie mi służył!
– Nie ważne co zrobił, nie obchodzi mnie jaką ma przeszłość! Ale nie pozwolę, aby twój plan się powiódł! Zabiję cię! – dziewczyna mocno klasnęła przed siebie tworząc potężny wir powietrza kierujący się w stronę starca. Samari odskoczył w tył. Nagle poczuł mocne ukłucie w plecach i ból przeszywający klatkę piersiową. Odwrócił się za siebie i ujrzał Ikamaru, który trzymał miecz przebijający ciało starca. Łowca odskoczył. Samari zaczął spadać na dół.
Ikamaru wraz z Irminą ruszyli za czarodziejem.
Starzec uderzył o ziemię zmieniając się w kryształki lodu.
– Cholera! Uciekł nam – krzyknął ikamaru lądując na czerwonym piasku.
– To jeszcze nie koniec przyjaciele – towarzysze usłyszeli głos czarodzieja.
Pętla owijająca rękę dziewczyny znikła, a ona sama odzyskała kontrole nad ciałem.
– Mogłem się domyślić że jest to znak dziedziczki otchłani – powiedział Ikamaru ściągając czarny pierścień z palca. – Pierwszy raz go ściągam od kiedy go założyłem. Łowca sądził że coś odczuje po ściągnięciu pierścienia, lecz nic takiego nie było. – Musimy najpierw zabić Samariego, a potem zająć się potworami i zabić pewnych ludzi.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Czuła się słabo lecz nic o tym nie wspomniała.

Pewnego dnia obaj umilkli, nikt kwiatów nie przyniósł, nikt nie rozmawiał…
Zostali zapomnieni…
Ci którzy chcieli zmienić świat.

Autor: Zlamany

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz