sobota, 5 lutego 2011

Praca konkursowa #31: Chi ni ueru

Krew, wszędzie krew. Żadnych dźwięków. Tylko głucha cisza powodująca jednocześnie przerażenie i ukojenie. Raz za razem księżyc wyłaniał się, ukazując ciała. Setki ciał. Każde we krwi. Lecz oprócz ciał, był tam ktoś jeszcze. Mała dziewczynka. Żyła. Nie rozumiała co się stało. Zaczęła biec. Biegła jak najdalej od miejsca masakry. Biegła i biegła przed siebie i nagle, zatrzymała się. Zaczęła płakać. W tej chwili przepełniał ją smutek i ból po stracie rodziny, przyjaciół i wszystkich, którzy byli jej bliscy. Potem przepełniała ją wściekłość . Miała tylko jeden cel – znaleźć winnych i wymierzyć im sprawiedliwość.
Szukała, szukała, aż w końcu znalazła. Winnych. Odnalazła ich po 8 latach. Podczas tych ośmiu lat poszukiwań, zdążyła się sporo nauczyć. Poznała sztuki walki, nauczyła się korzystać z różnorakiej broni i można rzec, stała się „zabójcą niemal doskonałym”. W swoim niezbyt długim życiu (bo zaledwie osiemnastoletnim) , zabiła już około 100 osób na zlecenie różnych ludzi i około drugie tyle z własnego widzi mi się. Zmieniła w sobie nie tylko osobowość, ale także i wygląd. Kiedyś miała długie, jasnobrązowe włosy i wiecznie uśmiechniętą twarz. Teraz ma krótkie, czarne włosy i bezwyrazową twarz. Od tamtego dnia, ani razu się nie uśmiechnęła. Ani razu się nie zaśmiała. Ani razu nie zapłakała. Ani razu nie okazywała jakichkolwiek emocji. Tylko bezwyrazowa twarz. Jedynie oczy wyrażały ból, wściekłość i chęć mordu. Nawet imię sobie zmieniła. Zmieniła je na : Buraddinaito (z jp. Krwawa noc), aby nigdy nie zapomnieć o masakrze w jej rodzinnym mieście. To nie była już dziewczynka z roześmianą twarzyczką i ciekawskim usposobieniem. Nie, to była już maszyna do zabijania.
O 22:00 wkroczyła na teren wroga. Wreszcie mogła dokonać swojej upragnionej zemsty. Kilka minut potem rozpętała się walka. Najpierw Buraddinaito zabiła pięciu strażników. Potem zabiła po kolei każdego kto stanął jej na drodze. Nie trwało to długo, lecz walka była krwawa. Gdy dotarła do głównego biura zobaczyła, że szefa nie było. Z dokumentacji dowiedziała się, że szef przebywał obecnie u siebie w domu. Tak więc udała się tam. Po cichu wkradła się do domu kuchennymi drzwiami. Zakradła się do sypialni. W chwili gdy wybiła północ, strzeliła najpierw do żony, a potem do człowieka, który był odpowiedzialny za śmierć jej bliskich. „Nareszcie dosięgła go sprawiedliwość” – myślała. Gdy wychodziła z sypialni, usłyszała lekki szmer z sąsiedniego pokoju. Zbliżyła się do drzwi i wkroczyła do pokoju. Była to dziecięca sypialnia. Pod jedną ze ścian stało niewielkie łóżko, fioletowy dywanik, pod drugą stało biurko, a obok niego okno, z którego rozciągał się widok na ulicę przed domem. Pod trzecią ze ścian stała komoda, a obok niej szafa. Na podłodze roiło się od przeróżnych zabawek. Znowu szmer. Dochodził z szafy. Dziewczyna zbliżyła się do niej i ją otworzyła. Zobaczyła tam oprócz ubrań, małego, skulonego chłopca. Miał może z siedem, osiem lat. Płakał. W jego oczach Buraddinaito dostrzegła ogromny smutek oraz wielkie przerażenie. Chłopiec się jej bał. Nagle dziewczyna poczuła coś w sercu. To było współczucie. Ona współczuła temu chłopcu. Właśnie odebrała mu rodziców i to na jego oczach. Jednak to uczucie po chwili minęło. W końcu nie pierwszy raz zabiła komuś rodziców, rodzeństwo lub dzieci. Jednak w tym przypadku było trochę inaczej. Zwykle czuła się tak tylko przez moment. Teraz to uczucie trwało znacznie dłużej i powracało co chwila. Nigdy wcześniej tak się nie działo. Dziewczyna nie wiedziała co zrobić. Po chwili namysłu postanowiła (choć nie bez wewnętrznego oporu) zająć się chłopcem, aż nie wymyśli nic lepszego. Podeszła do niego i spytała, najłagodniej jak potrafiła :
- Jak się nazywasz ?
- K, K, K, K, Keita … - odpowiedział przerażony chłopiec.
- Ach, tak… Ubieraj się.
- D, Dlaczego … ?
- Ponieważ pójdziesz ze mną.
- A, Ale dokąd … ?
Po tym pytaniu dziewczyna rzuciła mu jedno ze swoich spojrzeń, które wyrażało gniew, a on z przerażenia już o nic więcej nie pytał i zaczął się ubierać. (…)
Już od 3 dni Buraddinaito zajmowała się chłopcem. Ale nie było to łatwe. Keita ciągle płakał, prosił i pytał, a ona nie przywykła do zajmowania się czymkolwiek lub kimkolwiek poza sobą. Ciągle zastanawiała się, dlaczego go zabrała i co teraz z nim zrobić. Z jednej strony, nie można go było oddać do domu dziecka, bo pracownicy zadawaliby mnóstwo pytań, a ona wolała na te pytania nie odpowiadać, a z drugiej strony opiekowanie się nim też nie wchodziło w grę. „Co tu robić, co tu robić… ?” – myślała czytając poranną gazetę. Gdy przechodziła do strony z ogłoszeniami zauważyła, że Keita się jej przygląda. W końcu spytał:
- C, Co robisz ?
- Czytam.
- Czy mogłabyś zrobić mi śniadanie ?
- A sam nie potrafisz go sobie zrobić ?
- N, Nie…
- W szafce jest jeszcze miska z owocami. Weź sobie jakiś.
- D, Dobrze…
Chłopiec z rezygnacją się oddalił, a ona kończyła czytać gazetę.
Nagle, przez okno, coś wpadło. Buraddinaito usłyszała tylko jakiś syk, jakby uchodziło z czegoś powietrze, a potem zemdlała. Ocknęła się w jakimś starym magazynie. Kątem oka dostrzegła jakiś ludzi, ale ciągle miała lekkie zawroty głowy i nie rozpoznała ich w pierwszej chwili. Ale, gdy zawroty minęły, zobaczyła, że to pracownicy ojca Keity. „Widocznie nie dobiłam wszystkich” – myślała. Teraz pojęła co chcą z nią zrobić. Tacy jak oni mszczą się za zabicie swoich szefów. Po chwili jeden z nich – przypuszczalnie nowy szef – wystąpił i podszedł do niej. Nic nie zrobił. Nie uderzył, nie okaleczył, ani do niej nie strzelił. Tylko uśmiechnął się szyderczo. Oddalił się od niej i rozkazał coś swoim podwładnym. Jeden z nich poszedł i po chwili wrócił – z Keitą. Chłopiec płakał. Szef zbliżył się do dziecka i przyłożył mu do głowy broń.
- Co ty robisz ? – spytała swoim obojętnym tonem Buraddinaito.
- A na co to wygląda ? Chcę zabić tego bachora. – odpowiada ironicznie szef całej tej bandy.
- Ale wiesz, że to syn waszego byłego szefa ?
- Właśnie, byłego. Skoro on już nie jest naszym szefem to gówno mnie obchodzi, co się stanie z tym gówniarzem.
- Ale z naszych obserwacji wynika, że polubiłaś tego smarkacza. Jeśli go zabijemy, to troszeczkę cię to zrani, a ranienie cię, to nasz ostatni obowiązek względem naszego byłego szefa. – dodał jeden z podwładnych.
- Dokładnie. – dodał szef.
- Ach tak. – powiedziała Buraddinaito.
W tej chwili rozpętała się walka. Buraddinaito wstała i wytrąciła szefowi pistolet z ręki. Keita schował się, a dziewczyna zaczęła walczyć. Najpierw oswobodziła sobie ręce. Potem znalazła coś do obrony – jakiś stalowy pręt – i rzuciła się na szefa i jego świtę. Walka była długa, ale koniec końców osiemnastolatka wygrała walkę z trzema uzbrojonymi bandytami. Po zakończeniu walki zjechała się policja. Zaczęli zadawać masę pytań, a później powiedzieli, że – jeśli dziewczyna się zgodzi – znajdą dla chłopca rodzinę zastępczą. Nareszcie nadarzyła się okazja, aby bez żadnych komplikacji pozbyć się Keity. Ale gdy miała powiedzieć, że się zgadza, poczuła coś, jakby ukłucie w sercu. Nie potrafiła go oddać. W jakiś dziwny sposób przywiązała się do tego chłopca. Może ją irytował, ale smutno by jej było, gdyby go oddała, więc odpowiedziała policji, że sama zaopiekuje się Keitą. Wracając do domu spytała chłopca :
- Co jesteś taki cichy ?
- No bo … Nie chcę cię rozgniewać.
- Acha. Wiesz co, przepraszam.
- A, Ale za co ?
- Za to, że byłam taka nie miła. Od teraz postaram się być milsza.
- Acha.
W tamtej chwili Keicie zdawało się, że zobaczył lekki uśmiech na twarzy dziewczyny. To był początek zmian. Zmian na lepsze…

Autor: Blue-chan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz