wtorek, 30 marca 2010

Praca konkursowa #23: Unnamed

Unnamed
od Kwkroniu

Tokio, 18.12.1995

Kochana mamo, tato i Yoshi!
Od chwili waszego wypadku samochodowego wciąż nie mogę zapomnieć
o brakującej części Was. Próbowałam to zwalczyć. Chodziłam do terapeuty, psychologa. To niczego nie zmieniło! Przez ten jeden rok, wiele nauczyłam się
o prawdziwym, smutnym, złym życiu. Przekonałam się o trudnej rzeczywistości. Teraz mam 17 lat, i jestem tą smutną Yukiyo. Mój wygląd zewnętrzny w niczym nie pomógł. Nie mogłam zapomnieć o Tobie Yoshi. Byłeś dla mnie wszystkim,
co miałam i kochałam! Ludzie widzą we mnie jedynie długowłosą Yukiyo
o porcelanowej skórze, zielonych oczach i figurze modelki. Ty widziałeś we mnie coś odmiennego. Dla Ciebie nie był ważny jedynie wygląd zewnętrzny.
Piszę ten list by przygotować Was na mój powrót. Ja za chwilę do Was przyjdę.
Nie chciałam, by moja śmierć była czymś szybkim, i złudnym. Chcę naprawdę poczuć, że umieram, że za chwilę do was wrócę. Jest wiele sposobów na zabicie samej siebie. Mogłabym utopić się, podciąć sobie żyły, powiesić się, wziąć tabletki na sen. Tyle opcji… Żadną z tych nie wybrałam. Ja chcę czegoś wyjątkowego, nienamacalnego. Czegoś, co można doświadczyć jedynie raz
w życiu. Posmak wolności, ulotności , latania. Pamiętasz mamo, jak byłam małą dziewczynką zawsze chciałam latać. Teraz moje marzenie się spełnia.
Nie ubierałam niczego specjalnego. Biała koszula nocna w zupełności mi wystarcza. Moje miejsce na śmierć jest dosyć ekstremalne, ale ja się nie boję.
Skok z klifu bez żadnych przeszkód na pewno zdarza się jedynie raz w życiu! Tym bardziej upajam się myślą, że za kilkanaście minut będziemy razem… W niebie!
Mamo, tato i kochany Yosho. Po waszej stracie zapragnęłam zniknąć, uciec, cofnąć się w czasie i nie wracać do tej rzeczywistości. Straciłam Cię! Straciłam Ciebie, tatę i Yosho. Byliście dla mnie najważniejszą rzeczą na świecie. Zostałam sama. Bezbronna, wytykana. Tej śmierci można było uniknąć. Można było zapobiec, zawrócić … Ja mam już dość. Nie chcę ciągle czekać na moją naturalną śmierć. Nie mam tyle odwagi, by przezwyciężyć tą tęsknotę za waszą trójką. Samobójstwo wydaje się być łatwiejsze. Być może jestem zbyt zdeterminowana, zdesperowana i tak naprawdę nie wiem, co robię. Ale mamo! Ja wiem!
Tyle czasu spędziłam rozmyślając, co zrobić, jak to zrobić, że moje samobójstwo stało się rzeczą oczywistą. Przecież w niebie musi być pięknie…
Przez całe życie starałam się żyć na wzór Twojego życia, które przedtem miałaś mamo. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Jadłam, spałam, uczyłam się, modliłam. Tyle chyba wystarczy by dotknąć nieba, by posiąść skrzydła pierzastego anioła.
I tak przez wieczność razem. Do końca.
Jedynie tyle wam chciałam powiedzieć, zanim umrę. Wiem, przecież to wszystko mogę wam powiedzieć po śmierci, gdy będę w niebie. Mamo, ja nie mam odwagi!
Księżyc jest w pełni, a niebo usłane jest tysiącami gwiazd… Idealny moment na śmierć. A więc to już koniec i nowy początek. W końcu będę szczęśliwa. Proszę was, nie miejcie mi za złe, że robię to w taki, a nie inny sposób. Przepraszam.
Ja już dłużej nie znosie samotności.
Kocham Was!
Yukiyo


PS. Do zobaczenia w niebie...

„ Jak bardzo boli samo spadanie w dół, w przepaść? Czy jestem pewna,
że tego chcę? Yukiyo podeszła nad sam kraniec klifu i spojrzała w dół.
„Głęboko…” – pomyślała. „ To już postanowione. Chcę umrzeć, a więc skoczę i wrócę do mamy taty i Yosho. „ – powiedziała Yukiyo. Być dodać sobie odwagi, wzięła kilka głębokich oddechów. Bała się… Chciała skoczyć jedynie wtedy kiedy w pełni będzie na to gotowa. Zrobiła jeszcze jeden krok w przód. Ziemia w tym miejscu zapadła się a skrawki osuwającego się gruntu wpadły prosto do morza.
„Boję się”- pomyślała. Zawładnięta myślami i targającymi ją emocjami przystanęła. Poczuła, co się dookoła niej dzieje. Z dala słychać było brzmiące pasikoniki, które wesoło pomrukiwały w trawie. Było spokojnie. Raz na jakiś czas słychać było szelesty traw i gałęzi drzew. Nic więcej. „Wyjątkowo idealnie. Taka właśnie powinna wyglądać moja śmierć”- pomyślała. Yukiyo wzięła do ręki swój list, mocno ścisnęła, przystanęła i… skoczyła! Czuła jak grunt odrywa jej się spod stóp, jak traci równowagę i spada. Czuła chłodny, a zarazem ożywczy morski wiatr, który pod wpływem prędkości nasilał się coraz bardziej. Yukiyo, właśnie wtedy
w końcu poczuła, że żyje. Jej długie kasztanowe włosy wciąż opadały jej
na porcelanową twarz utrudniając widoczność. Yukiyo nie zwracała na to uwagi, była szczęśliwa, że przezwyciężyła swoje obawy. Zbliżała się ku końcowi swojej pięknej wędrówki, słyszała szum fal wzbijających się o kamieniste podłoże, słyszała pieniące się fale. Yukiyo nie chciała niczego więcej. Zamknęła oczy ,
by odwrócić uwagę od bólu jaki ją czeka przy lądowaniu na ostre skały, wciąż zalewane morskimi falami.
Zapanowała ogłuszająca ciemność. Yukiyo wiedziała, że w końcu to nastąpi
i poczuje ogarniającą ja bezradność. Nie myślała wcześniej o tym.
Właśnie się topiła. Yukiyo, wciąż trzymając zmięty prawie już zniszczony list czekała na swoją śmierć. Wiedziała, że to ostatni etap. To już koniec jej męczarni
i samotności .W końcu będzie szczęśliwa. Fale wciąż napierały na jej chude, drobne ciało. Nie była wstanie się zatrzymać. Morze ją pochłaniało. Nie chciała
już dalej się bronić. Poddała się. Chciała wreszcie to zakończyć. Uderzyła głową
o ogromną skałę. Straciła przytomność. Miała wrażenie, że właśnie teraz wśród tych jasności, właśnie idzie do nieba. Yukiyo czuła to. Wyobrażała to sobie całkiem inaczej. Była przekonana, że w niebie nie ma bólu. Poczuła ogromnie ukucie
po obu stornach łopatek, jakby ktoś przebijał jej skórę. Yukiyo ocknęła się.
I zobaczyło to. Obiekt pożądania wszystkich ludzi na ziemi- niebo. Nie było tu żadnych dziwnych stworów, nie było tu także żadnych domów. To była odmienna rzeczywistość. Wszystko to było tak bardzo nasycone pozytywnymi brawami,
tak bardzo odmienne i wyjątkowe. Nagle Yukiyo spostrzegła przy sobie kilka ludzkich sylwetek ze skrzydłami. Ona także miała skrzydła. Niestety jej skrzydła były czarne.
Nim spostrzegła znaczące zmiany między nią a pozostałymi jej ojciec powiedział:
-Ludzie , którzy sami własnowolnie odbierają sobie życie w słusznej sprawie otrzymują czarne skrzydła. To nie jest żaden rodzaj wykluczenia ani rodzaju wynagrodzenia. Po prostu tak już jest. Skrzydła są przyszywane, więc możesz poczuć lekki ból w łopatkach. Taka procedura.
Yukiyo nie zwracała uwagi na kolor skrzydeł. Mocno przytuliła swojego tatę
Już nie była zwykłą śmiertelniczką- była aniołem. Mocno przytuliła się
do rodziców, a potem szybko podleciała do Yosho. Była taka szczęśliwa.
Nie wiedziała, co powiedzieć. Stała tak patrząc się na trójkę osób, których twarze biły spokojem i aurą dobra. Yukiyo nie chciała już niczego więcej!
To właśnie tego brakowało jej przez ten jeden rok. Poczucia, że kogoś ma, kogoś, kogo kocha! Teraz unosiła się w powietrzu czując, że ma u boku osobę,
na której najbardziej jej zależy.
List, który napisała Yukiyo do rodziców i Yoshi , „zastygł” na dnie oceanu, utwardzając w przekonaniu wszystkich, że Yukiyo już jest w raju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz