Dawno temu, kiedy nie było telewizji ani komputerów, ludzie w bezchmurne noce obserwowali gwiazdy i księżyc na niebie, które opowiadały im niesamowite historie.
Jedna z nich opowiadała o tym skąd wzięła się kometa Halleya, jest to piękna opowieść, o której wielu ludzi zpomniało w dzisiejszych czasach.
A wszystko zaczęło się pierwszego dnia wiosny, gdy z nieboskłonu na Ziemię pod postacią ludzi zleciały dwie gwiazdy, a przynajmniej jedno z nich było córką gwiazdy. Dziewczyna miała na imię Zafrina, gdy zleciała na Ziemię była nieszczęśliwa, jej długie płomienno rude włosy były potargane przez wiatr, a na mleczno-białej skórze widniały krwawe otarcia.
Drugim ciałem niebieskim, które ludziom wydawało się gwiazdą był Syn Księżyca, Lorcan. Chłopak o nieskazitelnej urodzie, wysoki i szczupły o włosach czarnych jak smoła i oczach granatowych jak atrament, a skórze iskrzącej się blaskiem żywego srebra.
Oboje wylądowali, w tym samym ciemnym lesie Heteryskim w królestwie Leopadia, gdzie rządy sprawował Hrabia Kasander.
Zafrina podniosła się z brudnej ziemi nie chcąc ubrudzić swej pięknej błękitnej, falbaniastej sukni, jednak, gdy tylko to zrobiła zakręciło jej się w głowie i na powrót upadła.
Gwiazda jęknęła cicho i zaczęła szlochać.
Lorcan, jak to Synowie Księżyca mają w zwyczaju, wylądował na Ziemi na dwóch nogach, bez jakichkolwiek uszkodzeń. Gdy tylko stanął i wyprostował się zaczął iskrzyc w sposób tak nieprzyjemny dla otoczenia, że sam się tego wystraszył. Natychmiast padł na podłoże, gdzie leżał do rana by jego blask zgasł.
Następnego dnia Zafrina zmęczona po ciężkiej nocy, postanowiła się podnieść, w tym celu wzięła gruby patyk, który posłużył jej, jako podpora. Gdy stanęła o własnych siłach ruszyła w stronę lasu, jednak wydostanie się z krateru, w którym leżała po upadku nie było takie proste. Próbując na wszelkie sposoby dziewczyna uczepiła się korzenia wielkiego upadłego drzewa i podciągnęła się, usiadła na brzegu krateru, zebrała siły i znów ruszyła w stronę lasu.
W tym samym czasie blask Lorcana zgasł i chłopak mógł powstać z ziemi nikogo nie oślepiając. Kiedy stanął rozejrzał się po polanie i postanowił ruszyć do najbliższej wsi w okolicy, by ktoś udzielił mu schronienia na noc i pomógł poszukać zaginionej gwiazdy razem, z którą zleciał na Ziemię.
Po godzinnym biegu Lorcan postanowił odpocząć przez chwilę pod drzewem, chłopak niezdawał sobie jednak sprawy z tego jak bardzo jest zmęczony i po kilku minutach zasnął.
Śniło mu się, że przed czymś ucieka, ale jest strasznie zmęczony, kręci mu się w głowie i przez to biegnie strasznie powoli. W końcu, jak to we snach bywa, postać, która go goniła dopadła go i w tym samym momencie Lorcan obudził się.,Muszę jak najszybciej ją znaleźć", pomyślał i szybko podniósł się z ziemi.
Zafrina szła sobie spokojnie drogą leśną, gdy nagle usłyszała za sobą stukot kopyt. Chciała rzucić się do biegu jednak skręcona noga uniemożliwiła jej to.
-Kim jesteś?!- Zapytał męski głos.
-Mam na imię Zafrina i jestem Córką Gwiazdy.- Odpowiedziała dumnie dziewczyna.
-Udowodnij ! - Nakazał mężczyzna, a Zafrina odsłoniła srebrzyste znamię w kształcie gwiazdy na ramieniu.
-A, więc dokąd zmierzasz Zafrino?
-Szukam, Lorcana, Syna Księżyca razem, z którym zleciałam na Ziemię dzisiejszej nocy.
-Mogę Ci pomóc, jadę w stronę wsi Zelmuckiej, to w przeciwna stronę, ale synowie Księżyca nie pozostają długo w tym samym miejscu.
Niewiele myśląc Zafrina z pomocą, jak się okazało elfa, wsiadła na konia i oboje ruszyli w stronę wsi.
Późnym popołudniem, gdy zaczęło się już ściemniać elf Brandon wraz z Gwiazdą dojechali do granic malutkiej wsi.
-Tu Cię zostawię, Zafrino.- Odrzekł elf, a Zafrina zsunęła się konia
-Jestem ci ogromnie wdzięczna Brandonie.- Odpowiedziała i ruszyła w stronę lasu, w którym była ogromna polana. Gdy do niej dochodziła zobaczyła niskiego człowieka na jej skraju, podeszła do niego i zobaczył, że to śpiący krasnal polny, jeden z, wielu jakie widziała wisząc na niebie. Krasnale te były niezwykle odważne i waleczne i pomimo tego, że to krasnale były również dobrze wychowane, niosły pomoc każdemu, kto jej potrzebował.
-Witam.- Powiedziała cicho dziewczyna, a krasnolud ocknął się.
-Taa... witam, witam.- Odpowiedział zasapany poczym znów zamknął powieki i zaczął chrapać.
,,To nic, że śpi. Mogę tu chwilę odpocząć, a później znów ruszę na poszukiwania, Lorcana", pomyślała Zafrina i położyła się na środku polany obserwując swe siostry na niebie.
W tym samym czasie załamany Lorcan ciągle nie umiał znaleźć właściwej drogi. Błądził bez celu w poszukiwaniu ścieżki, gdy nagle został obalony na ziemię przez jakieś wielkie zwierzę. Okazało się, że był to centaur.
-Przepraszam! -Krzyknął do chłopka
-Nic... nic mi nie jest.- Wykrztusił w odpowiedzi Lorcan.
-Strasznie się śpieszę, więc może...
-Centaurze, czy byłbyś tak dobry, wziął mnie na swój grzbiet i zawiózł do najbliższej wsi?- Zapytał uprzejmie chłopak.
-Dobrze, jestem Berius- Przedstawił się centaur- i nie biegnę do wsi, ale mogę podwieźć cię do lasu Hebanowego skąd szybko dojdziesz do wsi.
-Dobrze, niech będzie.- Odpowiedział Lorcan i sprawnie wskoczył na grzbiet Beriusa.
Centaur tak pędził, że chłopak nie utrzymał się i zleciał z jego grzbietu.
-Zatrzymaj się!! -Zawołał, jednak Berius był już za daleko.
Dalej Lorcan musiał iść na piechotę jednak wiedział już gdzie jest ścieżka. Idąc przez las nucił sobie Księżycowe Piosenki i zastanawiał gdzie teraz może być Gwiazda?
Po długim marszu dotarł do skraju polany, ,,Nie, znów ta sama polana?" pomyślał.
-Aaaaah... !!.- Ze złości kopnął w pień drzewa, na którym spał krasnal.
-Co ty wyrabiasz, ja tu spać próbuję?!- Krzyknął obudzony krasnolud.
-Przepraszam bardzo, ale jestem zły, bo przez cały dzień próbuję wydostać się z tego lasu, a teraz znów trafiam na tę polanę.- Wyjaśnił Lorcan.
-Aaaaha... A czego szukasz poza lasem?- Zapytał uprzejmie krasnal.
-Szukam dziewczyny.
-Jak wszyscy mój drogi chłopcze, jak wszyscy. Ale nie przypominam sobie żebyś był już na tej polanie. Jak cię zwą?
-Lorcan.- Odpowiedział krótko.
-Ja jestem Vincent i strzegę tej polany, należy ona, bowiem do nas, krasnoludów górskich.- Wyjaśnił.- A czego szukasz Lorcanie, bo już zapomniałem, mam strasznie krótką pamięć.
-Szukam dziewczyny, a raczej Gwiazdy. Nie widziałeś jej może w okolicy?
-No tak widziałem. Tam leży jedna.- Wskazał na środek polany gdzie można było dostrzec srebrną poświatę Gwiazdy.
-Dziękuję ci, bardzo ci dziękuję!!- Wykrzyknął uradowany Lorcan poczym żwawym krokiem ruszył ku dziewczynie wypoczywającej na środku polany.
Gdy zaczął się do niej zbliżać Zafrina podniosła się z trawy i spojrzała na chłopaka ogromnie zdziwiona.
-Zafrina?!- Zapytał Lorcan.
-Nie, żona krasnoludka.- Odpowiedziała opryskliwie.- A ty, kim jesteś?
-Lorcan, to ze mną zleciałaś poprzedniej nocy z nieboskłonu.
-Och... Ja... nie wiedziałam, przepraszam.
-Nic się nie stało. Wiesz.. Jesteś taka... piękna, nawet sobie nie wyobrażałem, że możesz być jeszcze piękniejsza, jako człowiek.- Chłopak podszedł bliżej Zafriny i serdecznie ją przytulił, przez co obje zaczęli świecic.
-Nareszcie Cię znalazłem!- Powiedział.
Nagle rzeczy przybrały dziwnego obrotu. Oboje zaczęli unosić się coraz wyżej ku niebu, gdzie ich blask połączył się w jeden i utworzył srebrzysty ogon, poczym nastąpił wybuch, a Zafrina i Lorcan wylądowali z powrotem na ziemi.
Oboje żyją do dnia dzisiejszego wśród nas, a ich córka najbardziej znana kometa na świecie, zwana Kometą Halleya, mknie po kosmicznej przestrzeni i co 70 lat odwiedza swych rodziców na Błękitnej planecie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz