Gdzieś na świecie istnieje las. Jest bardzo mroczny. Nigdy ludzie nie wchodzą do niego na miły niedzielny spacer. Boją się tego, że zginą.Nazywany jest Berwiatią.
Niebo jest ciemnofioletowe. Nie widać kwiatów, drzew. Tak jakby w ogóle przestały istnieć. Nie słychać głosu uroczych zwierząt. Tylko kruków.
Kiedyś do niego przyszła pewna dziewczyna. Nazywano ją Diutto ( króliczek).Miała 11 lat. Szatynka, z brązowymi oczami, cała w siniakach. Na ręku miała znamię w kształcie róży. Zawsze myślała, że ona przyniesie szczęście. Tak jednak nie było
Pochodziła z dobrej rodziny, a mieszkała w mieście Nirlie (Boskie kłamstwa). Jednak przyjaciele i koledzy wystawili ją. Od tej pory stała się obiektem złośliwych zachowań. Raz była pobita, raz strącona z górki. Pewnego razu nie wytrzymując poszła do ciemnego lasu. Tam też mieszkał postrach wszystkich ludzi. Pani Pervelka.
Panna ta posiadała srebrne oczy, piękne blond włosy. Zawsze nosiła czarny, błyszczący płaszcz. Zawsze nosiła z sobą dwustronny miecz. Żyła samotnie. Nikt jej nie pokochał. Nienawidziła ludzi za to co się kiedyś stało...
Otóż pięknego dnia gdy Pervelka miała ze 12 lat wybuchł pożar. Zginęli w niej jej rodzice. Odnalazła sprawcę na własną rękę, pomimo ryzyka. Od chwili zabicia sprawcy zamieszkała w czarnym lesie. To przez nią nikt nie wchodził do lasu. Do dziś...
- PANI PERVELKO!- krzyknął dziewczęcy głos.
W tym czasie owa panna siedziała sobie spokojnie na czubku drzewa 13 pięter nad ziemią. Chcąc powitać dziewczynkę bez wahania wyskoczyła. Ku zdziwieniu ona nie pogruchotała sobie kości.
Podeszła do niej powolutku i spokojnie :
- Po co tu przyszłaś? Kim do cholery jesteś? - rzekła z lekką złością. Po chwili milczenia dziewczynka powiedziała:
-Nazywam się Leko Diutto. Jestem tu z pilnej sprawy.
-Nie przeszkadzaj, mam ważną sprawę.
-Pani medytowała.
-Tak, tak. Poprawiam kondycję, umysł, a teraz idź. Pa-pa. Załatwię tą sprawę...- trajkotała Pervelka
- Powiem pani szczerze,- powiedział króliczek-że jeśli da mi...
-Mów do mnie po imieniu-przerwała kobieta- nie lubię oficjeli.
-Czyli nie chcesz przedwyrazu oficjalnego?
-Dokładnie! Co to jest przedwyraz?
-Ja sam tego nie wiem. Powiem jednak w tajemnicy, że widziałam paru bambarył. Śledziły cię. Teraz 20 złotych.
-Nie mam kasy. To jest ta ważna sprawa? - zapytała się grzecznie Pervelka
-Nie. Mam problem. Nikt mnie nie chce zrozumieć. Przez cały czas ze mnie się nabijają. Zrzucają mnie z górki, bo mówią, że to ich. Chce ich sprać, zabić. Życzę im wszystkiego najgorszego, bo psychicznie nie wytrzymuje. Tylko w tobie nadzieja. Bez twojej pomocy nic nie wskóram.
Panna spojrzała na dziewczynkę. Zaraz potem zaczęła płakać. Po chwili rzekła.
- Ja mam to samo zdanie. Nie kochano mnie, nie szanowano. Dobrze, że mieszkam w tym pustym lesie, lecz szkoda, że ciebie nie poznałam.
- Możesz być mą matką. Chcę tu zostać - powiedziała Laeko płacząc
- I o to mi chodziło. Powinnaś uczyć się u mego boku. Razem wiele zdziałamy.
Nagle zaświeciło ostre światło. Do lasu wjeżdżali strażnicy. Jeden z nich stanął na drodze pojazdom. Był to czarnooki rudzielec. Jego marynarka najbardziej raziła w oczy. Niewiasta go znała.
-Macie natychmiast wyjść z lasu albo zginiecie w męczarni- rzekł mężczyzna.
-Nie ma mowy- krzyknęła Pervelka- to nasze miejsce. Odbieracie nam cenną rzecz. Myślicie, że ona jest mało ważna.
- To twoja uczennica. Słodka, twarz ma taką piękną. Jednak głupia jak jej koleżaneczka - powiedział
- Zamknij się kitajcu! - odpowiedziała mu Diutto
- Tak się odzywasz do starszego. Brać je.
Nagle chmara ludzi pobiegła w stronę panny Pervelki i króliczka. Ominęli ją. Kobieta natomiast nie mając szans pobiegła w głąb lasu.
Oni byli coraz bliżej. Diutto martwiła się o mentorkę. Usłyszała wtedy dźwięk kruków.
-GARIA AMET- wrzasnęła kobieta.
Wtedy ta chmara zaczęła dziabać facetów w bieli. Na jej ręku zaraz potem pojawiła biała mgła.
-Kryształowa kula- pomyślała Laeko - To jest bardzo trudna technika. Martwię się o nią, bo ma dzikusów na ogonie.
Jeżeli tego użyje... Nie może umrzeć.
Kobieta pobiegła w ich stronę . Skoczyła na rozszalały tłum...
Pojawiło się białe światło tak ostre, że niczego poza nim nie było widać. Kruki zaczęły zwycięsko kruczeć. Jednak ani Diutto ani facet nie wiedzieli kto wygra starcie. W końcu chmura opadła. Z niej wyskoczyła Pervelka. Wzięła do ręki swój miecz i przystawiła go tajemniczemu mężczyźnie.
Z jej twarzy lała się krew. Na mężczyznę patrzyła wilkiem.
- Aquelir. Wyjdź z tego lasu. To nie twoje miejsce.- wrzasnęła
- Dobrze- powiedział owy facet-jednak nie bądź pewna, że dam ci fory. Wrócę tu.
Odszedł chichocząc pod nosem.
Pervelka padła na ziemię. Laeko zaniosła ją do domu na drzewie. Położyła ją na łóżku.
W pokoju panowała ciemność. Stare meble i stopnie schodów nie ułatwiały zadania. Czas uciekał. Dziewczynka znalazła mimo trudności lekarstwa z ziół i świece. Nasmarowała ją wszystkim co miała. Kobieta miała zamknięte oczy. Nie było już nadziei. Zaczęła płakać. Tymczasem panna zaczęła się budzić. Wstała bez problemu. Przytuliła dziewczynkę i rzekła miłym głosikiem:
-Nie martw się. Wszystko jest w porządku.
Od następnego dnia dziewczyny wspólnie uczyły się sztuk walki, magii i tajemniczej techniki. Kochała nauczycielkę z całego serca. Kobieta traktowała ją jak córkę. W końcu pokochała człowieka.
Pewnej nocy po morderczym treningu Diutto zapytała się niechcący:
- Nazywasz się Pervelka?
Zdziwiona niewiasta uśmiechnęła się i odpowiedziała:
- Po co ci to?
- Bo Pervelka to imię bogini Merechesu (odpowiednik Olimpu). Nie możesz kopiować jej przezwiska bez powodu.
-Dobrze! - wstała z uśmiechem - Jestem panna Rigal. Pochodzę z rodziny Lias. Porzucono mnie tuż po narodzinach. Posiadam potwora zwanego Emeperea zapieczętowanego w mojej dłoni jako róża.
-Ja też mam ten kwiat na dłoni.
Kobieta wystraszyła się. Lece tak dobrze szło na treningach przez podobne znamię.
Po chwili odezwał się znajomy głos:
-HUURA! Nareście udało mi się poznać sekret twojej mocy Perverko. Chłopcy! Zbieście ją stąd.
Obok a stał niski (mógł mieć ze 13 lat), chłopaczyna z czarnymi włosami i białymi oczami. Na ręku miał wytatuowaną lilię.
-Co z dziewczyną?- zapytał jeden z agentów - Ona na pewniaka wie o sekretach Rigal.
-Wysadź - szepnął
Pozostali odeszli wraz z zakładniczką. Gdy odeszli daleko od drzewa chłopiec podszedł do małej i powiedział miły głosem.
- Czy mogłabyś mi pomóc?
- Pracujesz dla tego gogusia? - rzekła ocierając łzy - jeżeli mojej mentorce stanie się coś złego to mu nie wybaczę.
-Ja go szczególnie nienawidzę. Przyjął mnie pod swój dach po tym co mi zrobił.
- Co...
- Włamał się do mojego domu. Zniszczył bezcenne rzeczy. Podpalił go. Kiedy leżałem bezbronny na ziemi wyciągnął pomocną dłoń jak gdyby nigdy nic.
- Zaprowadzisz mnie do tego pana z fikuśnym strojem? - powiedziała Leako mrugając smutnymi oczyma w stronę chłopaczka.
-Tak - stwierdził - jak masz na imię moja kochana?
-Leako Diutto. A pan?
- Gaero Cherii. Troszkę dziwaczne jak dla mnie. Nie mów do mnie pan dobrze?
- Przepraszam na takiego wyglądasz.
-Nie szkodzi.
- Jeżeli chodzi o imię...Według mnie jest cudowne. Musimy już iść. Nie możemy tracić czasu. Nie wiadomo co zrobią z Rigazem.
- Chyba Rigalem.
- Najlepiej będzie, jeśli nazwiemy ją pegaz. OK?
- Jasne.
- I gitara. Biegnijmy.
Oboje pobiegli do miasta Nirlie. Do więzienia Stalina. Tam przytrzymywano Perverke.
Dziewczynka i chłopaczek przyparli się do murów. Obejrzeli cały teren.
Był on bardzo nowoczesny. Roboty chodziły z odkręcającymi się głowami. Twarde mury dawały małą szansę na ucieczkę. Jednak ten zgrany duet przecisnął się przez tak zorganizowaną ochronę. Następnie weszli do małego pomieszczenia gdzie powieszonych zostało kilkanaście mundurów. Dzieci szybko się przebrały. Gaero idealnie do pasował swój strój natomiast Leako miała wyglądała w nim jak bobas.
Pervelka i byli w jednym z pomieszczeń bez okien, bez wody tylko z bronią. Mężczyzna przywiązał ją do urządzenia. Stanął na jej kolanie i prosto w twarz się roześmiał. Dziewczyna była na niego wściekła.
- Ty sukinsynu. Wypuść mnie! Po jaką cholerę mnie tu trzymasz hieno. Las to las, ale posunąłeś się za daleko.
- Ach! - westchnął pan w garniturku - potępiamy takie istoty jak ty. Przestrzegam zasad by karać was wy tępe głupce bez uczuć.
-Wszyscy nawet takie stworzenia jak ja mamy uczucia. Nawet jeśli tak o nas mówicie, wierze, że kiedyś zmienicie się na tyle by mówić dobrze o drugim człowieku.
-Skończ te biadolenie. Nikt tego nie usłyszy.
-My tak! - krzyknęły dziecięce głosy
-Diutto, Cherii! jak dobrze widzieć wasze mordeczki!
- Nie mogę w to uwierzyć - krzyknął Aquelir - czemu twój dom nie wyleciał w powietrze razem z tobą?!
- Bo ja pierdole takich ludzi - odpowiedział z taką samą złością w oczach Gaero - nie wykonałem zadania, ponieważ ta dziewczynka jest niewinna. Poza tym i tak wszystko przypisałbyś sobie. Nienawidzisz nas. Zatrudniasz nas tylko po, abyśmy wykonywali brudną robotę. Twoje rączki by tego nigdy nie zrobiły. Wyłudzasz kasę. My nie mamy pożytku z ciebie.
- Tak, właśnie! - wrzasnął jeden z ludzi Pana
Mężczyzna spojrzał w górę. Tam stali wszyscy pracownicy mimo maluśkich balkoników.
-ZABIĆ AQUE! ZABIĆ AQUE! - skandowali pracujący. Czuć było atmosferę stoczni.
Wszyscy zrzucili się na mężczyznę wraz z nożami. Bardzo trudno pokonać takiego człowieka jak on. Jednak ten sposób działa niezawodnie. Po chwili zamieszania jeden z byłych robotników oświadczył z lekarskim spokojem:
- Nie żyje!
-COOOOOO?! - wrzasnęli jego zwolennicy.
Zapadła cisza. Wszyscy bali się o swój żywot. Tajemnicze głosy to zwolennicy szefa.
- ZABIĆ WSZYSTKICH!!! - wrzasnęła pewna dziewczyna i pobiegła w stronę grupy robotników.
- Teraz moja kolei - pomyślał króliczek
- Uciekajcie stąd wszyscy - powiedziała panienka.
Pracownicy wzięli ją na poważnie i uciekli w popłochu. Zostali tylko Gaero i Rigal.
- Ten budynek runie - szepnęła dziewczynka.
- Nie zostawimy cię.
- Idźcie. Ja się tym zajmę.
Pobiegła w stronę szalonego tłumu.
- Zejdź z drogi gówniarzu - powiedziała kobieta.
Na ręku Diutto pojawiła się biała energia. Skoczyła w rozszalały tłum.
- Niech zadziała ta magia - pomyślała
- BIAŁY ANIOŁ! - krzyknęła.
Budynek nie wytrzymał takiej energii.
Robotnicy wpatrywali się w budynek. Jeden z nich wyskoczył na środek i rzekł:
- Nie ma tego pierdoły. Nie idziemy do roboty.
- HURRAAA!!! - wrzasnęli wszyscy.
Wybuchł entuzjazm. Cieszyli się nawet Lias i Cherii, do których po małej chwili dołączyła Leako.
Trwało to wszystko, aż do białego rana.
Pewnego dnia trójka bohaterów poszła nad staw leśny. Przyroda w mrocznym lesie obudziła się do życia. Ptaszki ćwierkały. Rośliny wodziły zapachem.
- Czemu mamy rośliny na dłoniach? - spytał Gaero
- Otóż macie je dlatego, ponieważ mają wam przypominać, że pomimo okrutnego losu przyjdzie czas waszego triumfu - powiedziała Pervelka
-Dobrze, że się wszystko skończyło.
- I gitara - potwierdziła wiśnia (Cherii) i pegaz.
Tak się kończy ta niezwykła historia. Dobra rada na koniec. Znalazłam ją w liście od trzech przyjaciół :
,,Każdy z nas może być lepszym. Trzeba wiary w siebie,trochę cierpliwości oraz przyjaciół którzy nas nie zawiodą w ważnych chwilach. Niech to będzie twoja maksyma.
Pervelka Lias, Gaero Cherii i Leako Diutto"
Niebo jest ciemnofioletowe. Nie widać kwiatów, drzew. Tak jakby w ogóle przestały istnieć. Nie słychać głosu uroczych zwierząt. Tylko kruków.
Kiedyś do niego przyszła pewna dziewczyna. Nazywano ją Diutto ( króliczek).Miała 11 lat. Szatynka, z brązowymi oczami, cała w siniakach. Na ręku miała znamię w kształcie róży. Zawsze myślała, że ona przyniesie szczęście. Tak jednak nie było
Pochodziła z dobrej rodziny, a mieszkała w mieście Nirlie (Boskie kłamstwa). Jednak przyjaciele i koledzy wystawili ją. Od tej pory stała się obiektem złośliwych zachowań. Raz była pobita, raz strącona z górki. Pewnego razu nie wytrzymując poszła do ciemnego lasu. Tam też mieszkał postrach wszystkich ludzi. Pani Pervelka.
Panna ta posiadała srebrne oczy, piękne blond włosy. Zawsze nosiła czarny, błyszczący płaszcz. Zawsze nosiła z sobą dwustronny miecz. Żyła samotnie. Nikt jej nie pokochał. Nienawidziła ludzi za to co się kiedyś stało...
Otóż pięknego dnia gdy Pervelka miała ze 12 lat wybuchł pożar. Zginęli w niej jej rodzice. Odnalazła sprawcę na własną rękę, pomimo ryzyka. Od chwili zabicia sprawcy zamieszkała w czarnym lesie. To przez nią nikt nie wchodził do lasu. Do dziś...
- PANI PERVELKO!- krzyknął dziewczęcy głos.
W tym czasie owa panna siedziała sobie spokojnie na czubku drzewa 13 pięter nad ziemią. Chcąc powitać dziewczynkę bez wahania wyskoczyła. Ku zdziwieniu ona nie pogruchotała sobie kości.
Podeszła do niej powolutku i spokojnie :
- Po co tu przyszłaś? Kim do cholery jesteś? - rzekła z lekką złością. Po chwili milczenia dziewczynka powiedziała:
-Nazywam się Leko Diutto. Jestem tu z pilnej sprawy.
-Nie przeszkadzaj, mam ważną sprawę.
-Pani medytowała.
-Tak, tak. Poprawiam kondycję, umysł, a teraz idź. Pa-pa. Załatwię tą sprawę...- trajkotała Pervelka
- Powiem pani szczerze,- powiedział króliczek-że jeśli da mi...
-Mów do mnie po imieniu-przerwała kobieta- nie lubię oficjeli.
-Czyli nie chcesz przedwyrazu oficjalnego?
-Dokładnie! Co to jest przedwyraz?
-Ja sam tego nie wiem. Powiem jednak w tajemnicy, że widziałam paru bambarył. Śledziły cię. Teraz 20 złotych.
-Nie mam kasy. To jest ta ważna sprawa? - zapytała się grzecznie Pervelka
-Nie. Mam problem. Nikt mnie nie chce zrozumieć. Przez cały czas ze mnie się nabijają. Zrzucają mnie z górki, bo mówią, że to ich. Chce ich sprać, zabić. Życzę im wszystkiego najgorszego, bo psychicznie nie wytrzymuje. Tylko w tobie nadzieja. Bez twojej pomocy nic nie wskóram.
Panna spojrzała na dziewczynkę. Zaraz potem zaczęła płakać. Po chwili rzekła.
- Ja mam to samo zdanie. Nie kochano mnie, nie szanowano. Dobrze, że mieszkam w tym pustym lesie, lecz szkoda, że ciebie nie poznałam.
- Możesz być mą matką. Chcę tu zostać - powiedziała Laeko płacząc
- I o to mi chodziło. Powinnaś uczyć się u mego boku. Razem wiele zdziałamy.
Nagle zaświeciło ostre światło. Do lasu wjeżdżali strażnicy. Jeden z nich stanął na drodze pojazdom. Był to czarnooki rudzielec. Jego marynarka najbardziej raziła w oczy. Niewiasta go znała.
-Macie natychmiast wyjść z lasu albo zginiecie w męczarni- rzekł mężczyzna.
-Nie ma mowy- krzyknęła Pervelka- to nasze miejsce. Odbieracie nam cenną rzecz. Myślicie, że ona jest mało ważna.
- To twoja uczennica. Słodka, twarz ma taką piękną. Jednak głupia jak jej koleżaneczka - powiedział
- Zamknij się kitajcu! - odpowiedziała mu Diutto
- Tak się odzywasz do starszego. Brać je.
Nagle chmara ludzi pobiegła w stronę panny Pervelki i króliczka. Ominęli ją. Kobieta natomiast nie mając szans pobiegła w głąb lasu.
Oni byli coraz bliżej. Diutto martwiła się o mentorkę. Usłyszała wtedy dźwięk kruków.
-GARIA AMET- wrzasnęła kobieta.
Wtedy ta chmara zaczęła dziabać facetów w bieli. Na jej ręku zaraz potem pojawiła biała mgła.
-Kryształowa kula- pomyślała Laeko - To jest bardzo trudna technika. Martwię się o nią, bo ma dzikusów na ogonie.
Jeżeli tego użyje... Nie może umrzeć.
Kobieta pobiegła w ich stronę . Skoczyła na rozszalały tłum...
Pojawiło się białe światło tak ostre, że niczego poza nim nie było widać. Kruki zaczęły zwycięsko kruczeć. Jednak ani Diutto ani facet nie wiedzieli kto wygra starcie. W końcu chmura opadła. Z niej wyskoczyła Pervelka. Wzięła do ręki swój miecz i przystawiła go tajemniczemu mężczyźnie.
Z jej twarzy lała się krew. Na mężczyznę patrzyła wilkiem.
- Aquelir. Wyjdź z tego lasu. To nie twoje miejsce.- wrzasnęła
- Dobrze- powiedział owy facet-jednak nie bądź pewna, że dam ci fory. Wrócę tu.
Odszedł chichocząc pod nosem.
Pervelka padła na ziemię. Laeko zaniosła ją do domu na drzewie. Położyła ją na łóżku.
W pokoju panowała ciemność. Stare meble i stopnie schodów nie ułatwiały zadania. Czas uciekał. Dziewczynka znalazła mimo trudności lekarstwa z ziół i świece. Nasmarowała ją wszystkim co miała. Kobieta miała zamknięte oczy. Nie było już nadziei. Zaczęła płakać. Tymczasem panna zaczęła się budzić. Wstała bez problemu. Przytuliła dziewczynkę i rzekła miłym głosikiem:
-Nie martw się. Wszystko jest w porządku.
Od następnego dnia dziewczyny wspólnie uczyły się sztuk walki, magii i tajemniczej techniki. Kochała nauczycielkę z całego serca. Kobieta traktowała ją jak córkę. W końcu pokochała człowieka.
Pewnej nocy po morderczym treningu Diutto zapytała się niechcący:
- Nazywasz się Pervelka?
Zdziwiona niewiasta uśmiechnęła się i odpowiedziała:
- Po co ci to?
- Bo Pervelka to imię bogini Merechesu (odpowiednik Olimpu). Nie możesz kopiować jej przezwiska bez powodu.
-Dobrze! - wstała z uśmiechem - Jestem panna Rigal. Pochodzę z rodziny Lias. Porzucono mnie tuż po narodzinach. Posiadam potwora zwanego Emeperea zapieczętowanego w mojej dłoni jako róża.
-Ja też mam ten kwiat na dłoni.
Kobieta wystraszyła się. Lece tak dobrze szło na treningach przez podobne znamię.
Po chwili odezwał się znajomy głos:
-HUURA! Nareście udało mi się poznać sekret twojej mocy Perverko. Chłopcy! Zbieście ją stąd.
Obok a stał niski (mógł mieć ze 13 lat), chłopaczyna z czarnymi włosami i białymi oczami. Na ręku miał wytatuowaną lilię.
-Co z dziewczyną?- zapytał jeden z agentów - Ona na pewniaka wie o sekretach Rigal.
-Wysadź - szepnął
Pozostali odeszli wraz z zakładniczką. Gdy odeszli daleko od drzewa chłopiec podszedł do małej i powiedział miły głosem.
- Czy mogłabyś mi pomóc?
- Pracujesz dla tego gogusia? - rzekła ocierając łzy - jeżeli mojej mentorce stanie się coś złego to mu nie wybaczę.
-Ja go szczególnie nienawidzę. Przyjął mnie pod swój dach po tym co mi zrobił.
- Co...
- Włamał się do mojego domu. Zniszczył bezcenne rzeczy. Podpalił go. Kiedy leżałem bezbronny na ziemi wyciągnął pomocną dłoń jak gdyby nigdy nic.
- Zaprowadzisz mnie do tego pana z fikuśnym strojem? - powiedziała Leako mrugając smutnymi oczyma w stronę chłopaczka.
-Tak - stwierdził - jak masz na imię moja kochana?
-Leako Diutto. A pan?
- Gaero Cherii. Troszkę dziwaczne jak dla mnie. Nie mów do mnie pan dobrze?
- Przepraszam na takiego wyglądasz.
-Nie szkodzi.
- Jeżeli chodzi o imię...Według mnie jest cudowne. Musimy już iść. Nie możemy tracić czasu. Nie wiadomo co zrobią z Rigazem.
- Chyba Rigalem.
- Najlepiej będzie, jeśli nazwiemy ją pegaz. OK?
- Jasne.
- I gitara. Biegnijmy.
Oboje pobiegli do miasta Nirlie. Do więzienia Stalina. Tam przytrzymywano Perverke.
Dziewczynka i chłopaczek przyparli się do murów. Obejrzeli cały teren.
Był on bardzo nowoczesny. Roboty chodziły z odkręcającymi się głowami. Twarde mury dawały małą szansę na ucieczkę. Jednak ten zgrany duet przecisnął się przez tak zorganizowaną ochronę. Następnie weszli do małego pomieszczenia gdzie powieszonych zostało kilkanaście mundurów. Dzieci szybko się przebrały. Gaero idealnie do pasował swój strój natomiast Leako miała wyglądała w nim jak bobas.
Pervelka i byli w jednym z pomieszczeń bez okien, bez wody tylko z bronią. Mężczyzna przywiązał ją do urządzenia. Stanął na jej kolanie i prosto w twarz się roześmiał. Dziewczyna była na niego wściekła.
- Ty sukinsynu. Wypuść mnie! Po jaką cholerę mnie tu trzymasz hieno. Las to las, ale posunąłeś się za daleko.
- Ach! - westchnął pan w garniturku - potępiamy takie istoty jak ty. Przestrzegam zasad by karać was wy tępe głupce bez uczuć.
-Wszyscy nawet takie stworzenia jak ja mamy uczucia. Nawet jeśli tak o nas mówicie, wierze, że kiedyś zmienicie się na tyle by mówić dobrze o drugim człowieku.
-Skończ te biadolenie. Nikt tego nie usłyszy.
-My tak! - krzyknęły dziecięce głosy
-Diutto, Cherii! jak dobrze widzieć wasze mordeczki!
- Nie mogę w to uwierzyć - krzyknął Aquelir - czemu twój dom nie wyleciał w powietrze razem z tobą?!
- Bo ja pierdole takich ludzi - odpowiedział z taką samą złością w oczach Gaero - nie wykonałem zadania, ponieważ ta dziewczynka jest niewinna. Poza tym i tak wszystko przypisałbyś sobie. Nienawidzisz nas. Zatrudniasz nas tylko po, abyśmy wykonywali brudną robotę. Twoje rączki by tego nigdy nie zrobiły. Wyłudzasz kasę. My nie mamy pożytku z ciebie.
- Tak, właśnie! - wrzasnął jeden z ludzi Pana
Mężczyzna spojrzał w górę. Tam stali wszyscy pracownicy mimo maluśkich balkoników.
-ZABIĆ AQUE! ZABIĆ AQUE! - skandowali pracujący. Czuć było atmosferę stoczni.
Wszyscy zrzucili się na mężczyznę wraz z nożami. Bardzo trudno pokonać takiego człowieka jak on. Jednak ten sposób działa niezawodnie. Po chwili zamieszania jeden z byłych robotników oświadczył z lekarskim spokojem:
- Nie żyje!
-COOOOOO?! - wrzasnęli jego zwolennicy.
Zapadła cisza. Wszyscy bali się o swój żywot. Tajemnicze głosy to zwolennicy szefa.
- ZABIĆ WSZYSTKICH!!! - wrzasnęła pewna dziewczyna i pobiegła w stronę grupy robotników.
- Teraz moja kolei - pomyślał króliczek
- Uciekajcie stąd wszyscy - powiedziała panienka.
Pracownicy wzięli ją na poważnie i uciekli w popłochu. Zostali tylko Gaero i Rigal.
- Ten budynek runie - szepnęła dziewczynka.
- Nie zostawimy cię.
- Idźcie. Ja się tym zajmę.
Pobiegła w stronę szalonego tłumu.
- Zejdź z drogi gówniarzu - powiedziała kobieta.
Na ręku Diutto pojawiła się biała energia. Skoczyła w rozszalały tłum.
- Niech zadziała ta magia - pomyślała
- BIAŁY ANIOŁ! - krzyknęła.
Budynek nie wytrzymał takiej energii.
Robotnicy wpatrywali się w budynek. Jeden z nich wyskoczył na środek i rzekł:
- Nie ma tego pierdoły. Nie idziemy do roboty.
- HURRAAA!!! - wrzasnęli wszyscy.
Wybuchł entuzjazm. Cieszyli się nawet Lias i Cherii, do których po małej chwili dołączyła Leako.
Trwało to wszystko, aż do białego rana.
Pewnego dnia trójka bohaterów poszła nad staw leśny. Przyroda w mrocznym lesie obudziła się do życia. Ptaszki ćwierkały. Rośliny wodziły zapachem.
- Czemu mamy rośliny na dłoniach? - spytał Gaero
- Otóż macie je dlatego, ponieważ mają wam przypominać, że pomimo okrutnego losu przyjdzie czas waszego triumfu - powiedziała Pervelka
-Dobrze, że się wszystko skończyło.
- I gitara - potwierdziła wiśnia (Cherii) i pegaz.
Tak się kończy ta niezwykła historia. Dobra rada na koniec. Znalazłam ją w liście od trzech przyjaciół :
,,Każdy z nas może być lepszym. Trzeba wiary w siebie,trochę cierpliwości oraz przyjaciół którzy nas nie zawiodą w ważnych chwilach. Niech to będzie twoja maksyma.
Pervelka Lias, Gaero Cherii i Leako Diutto"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz