wtorek, 1 lutego 2011

Praca konkursowa #23: Unnamed

Godzina 20.00, zamek króla Alberta.

Szkarłatnooka wskoczyła na białego konia i uderzyła go lejcami, by ruszył z miejsca. W oka mgnieniu koń biegł już w stronę miasta. Za brunetką wyruszyło kilkunastu strażników. Dziewczyna wraz z koniem szukała najkrótszej drogi ucieczki. Chciała jak najszybciej dostać się do miasta i spotkać w nim swoją przyjaciółkę Analise.
- Zatrzymaj się, złodzieju!- Krzyknęli za nią. Ciemnowłosa przygryzła wargę.
- Nie złapiecie mnie!- Odkrzyknęła, próbując udawać męski głos, by nikt nie poznał się, że jest kobietą. Ścięli by jej głowę, gdyby dowiedzieli się, że jest do tego wygnańcem. Uderzyła konia lejcami, gdyż chciała jechać jeszcze szybciej. Właśnie przekroczyła bramę królestwa i czekał ją jeszcze kawałek drogi do miasta.
- Zatrzymaj się, to rozkaz od króla!- Spróbowali ją zatrzymać, chociaż już jej nie widzieli. Nie było rady, trzeba było się odwrócić. Strażnicy stanęli. Nie chciało im się jechać dalej, ale co powiedzieć królowi? Może… Wysłać jednego z nich do zamku, on nakłamie, że złodziej ich zabił, a sami wyjadą z miasta.
- Nie przyjmuję od niego rozkazów!- Skręciła w lewo i już widziała kolorowe światła wystawy, sklepu jej przyjaciółki. Zatrzymała się i przywiązała konia do drzewa. Dalej poszła piechotą. Naciągnęła na głowę kaptur peleryny i ruszyła ciemnymi uliczkami do małego sklepiku z akcesoriami dla jeźdźców. Zapukała cicho do drzwi.
- Proszę!- Usłyszała głos blondynki i z godnie z jej słowem weszła do środka. Gdy srebrnooki zauważyła czerwonooką ucieszyła się okropnie. Następnie opuściła ladę i przybiegła do niej by się przywitać ciepłym uściskiem.- Oh, Melisa, tak strasznie się martwiłam. Masz to co Twoje?- Spytała wypatrując czarnego woreczka.
- Oczywiście.- Zdjęła kaptur i podeszła do lustra. Zobaczyła w nim swoje odbicie. Czarne, z lekka potargane, włosy opadające na ramiona i duże czerwone oczy. Porcelanowa twarz, malinowe usta i delikatne rumieńce. Taka właśnie była Melisa Carter.- Masz grzebień?- Spojrzała na swoją przyjaciółkę.
- Tak, zaraz Ci przyniosę. Zaparzyć herbatę?
- Poproszę.- Usiadła na jednym z krzeseł i przeczesała palcami włosy. Złotowłosa w tym czasie przygotowywała herbatę dla swojego gościa oraz szukała dla niej grzebyka.
- Ej, Melisa, nie mam grzebienia, przepraszam, ale gdzieś go zgubiłam. Woda zagotuję się za pół godziny.
- Nie mam tyle czasu, Analise. Muszę jechać do Rona.
- Dlaczego? Przecież mówiłaś, że nie chcesz go na oczy widzieć, bo Cię okłamał.
- Słusznie, okłamał mnie, ale ja będę wobec niego uczciwa i powiem mu o tym co dla niego ważne.
- Uważaj na siebie.
- Dobrze. Mam jeszcze jedno pytanie. Sprzedasz mi nowe siodło?- Obie podeszły do małej ławeczki, na której leżały różnego koloru siodła dla koni. Wybrała czarne i podała dziewczynie saszetkę z pieniędzmi.- Do zobaczenia, Analise!- Wybiegła ze sklepu i podeszła do konia. Zmieniła mu siodło, stare zostawiając pod drzewem i szybkim ruchem wskoczyła na jego grzbiet.- A teraz pędem do Rona!- Krzyknęła i uderzyła go lejcami. Koń szybko posłuchał komendy i ruszył w wskazane miejsce. Było to dość daleko. Trzeba było przejechać przez most, następnie przez las Monte i przez Dolinę Śmierci. Za doliną śmierci znajdował się zamek księcia Rona. Zatrzymała się przed mostem. Zeskoczyła z konia i złapała za lejce.- Chodź, trzeba przejść powoli.- Powiedziała do zwierzęcia i pogłaskała go po grzbiecie. Wolnymi i małymi krokami przeszli przez stary most. Zaraz za mostem był las Monte. Był to jeden z najstraszniejszych i najciemniejszych miejsc. Było tam ciemno nawet w dzień. Dziewczyna wsiadła na swojego parzystokopytnego przyjaciela i ruszyła w głąb ciemnych drzew.- Spokojnie, nic się nie stanie.- Rozejrzała się dookoła i wplotła palce w grzywę konia.- Zimno…- Szepnęła, a gdy dłonie jej się zagrzały przyłożyła je do policzków. Jeden z wilków zawył głośno z miejsca, w którym się znajdował. Na nieszczęście dziewczyny było to niedaleko. Brunetka uderzyła zwierze lejcami by jechał szybciej. Zadrżała, gdy po raz kolejny usłyszała wycie. Przejechała już przez las i teraz wystarczyło przejechać naokoło Doliny Śmierci. Tym, bezpiecznym, skrótem mogła dojechać do księcia dopiero rano. Czy warto było ryzykować życiem, by dotrzeć do niego jak najszybciej? Przecież… Kazał zabić jej królową Anabell i to przez niego została wygnana. Nie wiedziała, że Anabell jest królową, ale to co chciała mu przekazać, było dla niego bardzo ważne. Postanowiła działać jak najszybciej i przejechać przez dolinę. Chociaż stawka była wysoka. Mogła stracić życie.
- Czekaj!- Zawołał ktoś za nią, gdy miała skręcać w lewo.- To niebezpieczne.- Na czarnym koniu podjechał do niej młodzieniec, o włosach koloru złota i oczach świecących niczym dwa rubiny. Uśmiechnął się do dziewczyny i wskazał jej inną drogę.- Tędy dojedziesz nieco wolniej, ale za to bezpiecznie.
- Mam dla księcia ważną wiadomość i nie mogę pozwolić by się nie dowiedział. Chodzi o jego matkę.
- Ah, rozumiem. Czekaj… Czy to ty jesteś Melisa Carter? Wygnana za zabicie królowej Anabell?
- Przestań, panie jestem ładny i wiem wszystko.- Szkarłatnooka prychnęła lekceważąco i zeskoczyła z konia. Przywiązała go lejcami do drzewa i ruszyła wąską dróżką do Doliny Śmierci. Blondyn poszedł za nią, nie przywiązując zwierzęcia, żeby nie uciekło.- A teraz za mną idziesz?
- Żebyś nie była samotna, a zresztą… Wygnańców nie traktuje się poważnie.- Ciemnowłosa zatrzymała się i spojrzała na czerwonookiego.
- Powiem Ci jedno.- Stuknęła go palcem w tors.- Przestań!- Warknęła i ruszyła szybciej przed siebie.
- Uważaj na kamień.- Szepnął z nutką obojętności w głosie. Wzrok wbił w ziemię, a ręce w kieszenie spodni.
- Oj, tak. Na pewno się wywrócę.- Mówią co stanęła krzywo i zderzyła się z ziemią. Z dłoni ciekła jej krew, ponieważ upadła na kamień. Mały, ale ostry.
- Mówiłem.- Posłał jej triumfalny uśmiech i wyciągną do niej dłoń.
- Spadaj.- Odtrąciła pomoc i podniosła się powoli. Otrzepała wiśniową sukienkę i czarną pelerynę. Wyjęła z włosów jednego listka, który spadł z drzewa.
- Wiesz… Nie musisz być niemiła.- Czarnowłosa rzuciła na niego okiem. W rubinowych oczach nie dało się dostrzec żadnego uczucia, co nieco ją przeraziło. Swoje oczy znała bardzo dobrze, spojrzenie pełne nienawiści do wioski, w której mieszkała kiedyś z matką. Oczywiście została wygnana, za kłamstwo ‘przyjaciela’.
- Jak mam być miła, skoro nie wiem kim jesteś?- Spytała z pretensją w głosie. Złotowłosy uśmiechnął się łobuzersko, a dziewczyna próbowała go dogonić, ponieważ została nieco w tyle.- No ej, ty wiesz jak ja mam na imię. Chcesz zostać panem zagadkowym? Nie będę się domyślać! Nawet o tym nie myśl…- Odwróciła głowę. Chłopak dalej milczał. Szkarłatnooka spojrzała na niego dyskretnie.- Bob?
- Chciałbym.- Zaśmiał się i przystanął. Brunetka zatrzymała się i zbliżyła bardziej do niego.
- Powiedz mi na ucho. Edward? No proszę, powiedz!- Schylił się do ucha Melisy i szepnął melodyjnym głosem:
- Miałaś się nie domyślać.
- To się przedstaw!- Odskoczyła i splotła ręce na piersi. Krwistooki, nie zważając na protesty, poszedł dalej. Jemu również zależało na dotarciu do księcia Rona. Dalej szli w milczeniu.
Zamek był duży i ogrodzony żywopłotem. Za bramą, aż po drzwi zamku, rozciągał się duży, różnokolorowy ogród.
- Ale mają pracy.- Westchnęła dziewczyna i spróbowała pchnąć furtkę.- Zamknięte.
- Zależy dla kogo.- Złotowłosy wyjął z kieszeni kluczyk.
- Super, pan świetny stał się panem wspaniałym.- Warknęła i odwróciła głowę. Naprawdę chciała go poznać, być jego ukochaną, ale nie mogła dać tego po sobie poznać. Przecież nie okazywała swoich uczuć.
- Panie przodem.- Otworzył furtkę i skłonił się nisko.
- Spadaj.- Warknęła, ale i tak weszła jako pierwsza. Ron siedział na fotelu, w ogrodzie. Najwidoczniej spodziewał się tajemniczego księcia.
- Akira!- Srebrnooki zerwał się z krzesła i podszedł szybkim krokiem do gości. Uścisnął dłoń blondyna i posłał mu ciepły uśmiech.- Ah, Melisa, co Cię tu sprowadza?
- Chciałam Ci przekazać, że w Twoja matka już nie żyje. Analise, jako wróżka, wiedziała, że przetrzymują ją w zamku króla Alberta. Jako, iż dowiedzieli się, że zabicie Anabell było Twoim zleceniem kat ściął jej głowę.
- Dziękuję za informację.
- Mam coś dla Ciebie.- Do paska miała przywiązany czarny woreczek. Podała go chłopakowi. Od Twojej matki. Udało mi się to ukraść strażnikom.
- Jesteś wspaniała. Napiszę wniosek by przywrócili Cię do wioski.- Oczy dziewczyny błysnęły szczęściem. Znowu będzie mogła mieszkać z matką i nie będzie musiała się ukrywać przed strażnikami. Spotkania z Analise nie będą już tajemnicą. Czerwonooka rzuciła się na szyję szatyna.
- Dziękuję!- Złożyła delikatny pocałunek na jego policzku.
- Poczekaj, nie wiem czy zechcą Cię przyjąć, ale…
- Ale?
- Możesz zamieszkać z matką w moim zamku. Jako goście oczywiście. Dopóki król nie zgodzi się by Cię przyjąć.
- Wspaniale. Idę powiedzieć o tym Analise.- Na jej usta wstąpił szeroki uśmiech. Gdy była już przy bramie odwróciła się by ostatni raz zobaczyć Akirę. Dowiedziała się jak miał na imię, ale zależało jej by spotkać go jeszcze kiedyś.- Kocham Cię…- Szepnęła, a gdy zobaczyła, że brązowowłosy złożył na ustach blondyna pocałunek, serce pękło jej na miliony kawałków.- Ale ty wolisz jego.- Ze łzami w oczach opuściła progi zamku.

Autor: Okami55

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz