Dźwięk alarmu było nieznośny i doprowadzał go do szału. Jak na złość nie mógł znaleźć źródła tego dźwięku, a i opuszczenie tego miejsca nie wchodziła w rachubę. Gdy już miał się poddać i po prostu kontynuować swoje zlecenie, nie zważając na alarm, którego przyczyną z resztą był on sam. Wszystko w ciągu jednej sekundy uciszył huk wystrzału. Znał ten dźwięk, stary dobry Makarow, tylko jedna osoba w tym budynku mogła używać tego typu broni. Strażnicy używali pistoletów mniejszego kalibru. Poza tym pewnie już dawno leżeli nieprzytomni gdzieś na uboczu. Na całym piętrze zapadła grobowa cisza. Była tak nie przenikniona, ze aż nienaturalna. Jednym ze skutków przejścia z jednej skrajności w drugą było straszne piszczenie w uszach. Właśnie podpinał się pod jeden z terminali, dzięki czemu chciał wyłączyć resztę niespodzianek jakie zaserwowali mu spece od zabezpieczeń w tym budynku. Gdy drzwi otworzyły się i do sali weszła ona. Ubrana w czarny kombinezon, ciężkie wojskowe buty, włosami związanymi w warkocz. Wkroczyła jak gdyby nigdy nic do Sali dodatkowo uśmiechając się nonszalancko.
- Widzę że coś ci nie poszło Tom z pierwszym z alarmem. - Zagadnęła go podchodząc do niego. Z jej twarzy nadal nie zniknął uśmiech, który tak mu się w niej podobał. - Gdybyśmy nie unieszkodliwili strażników i nie odcięli łączności z resztą świata. Pewnie niebiescy już dawno by tutaj byli. - Była już koło niego, stanęła na palcach żeby móc dosięgnąć do jego twarzy, on też się nachylił. Gdy byli tak już coraz bliżej siebie, a on utkwił wzrok w jej zielonych oczach i nie widział nic poza nimi. Ona sięgnęła do tyłu i zza paska wyjęła nóż.
Jednocześnie wyszeptała mu do ucha. - Wybacz, to nic osobistego, po prostu takie mam zlecenie. - Ugryzła go w ucho i dodała. - Tej nocy nie zapomnę jeszcze długo. - W tym momencie nóż przebił skórę i zagłębił się w miękkie tkanki. Rzeczywistości się zachwiała. Nie było dla niego nic. Stracił przytomność.
Policja zjawiła się po fakcie, mogła co najwyżej zabezpieczyć budynek i poszukać nielicznych śladów. Nawet sami technicy wiedzieli, że nie znajdą zbyt wiele dowodów.
To robota profesjonalistów. Możemy co najwyżej posprzątać. Myślała większość z nich. Młody oficer Jim Fornoy. Został skierowany z kilkoma podwładnymi i technikami na wyższe piętra. W końcu może tam znajdzie się więcej poszlak. Rozdzielił swoich ludzi, tak żeby jak najszybciej sprawdzili wszystkie piętra. On sam również przyłączył się do jednej z grup i zaczął żmudne szukanie.
- Mamy rannego! Potrzebny lekarz. - Zameldował jeden z ludzi.
Odzyskał świadomość na krótką chwilę, zobaczył stojących nad sobą ludzi, jeden z nich świecił mu latarką po oczach. Czuł, ze leży na czymś twardym. Po chwili znowu stracił kontakt z rzeczywistością.
Volkswagen Golf zatrzymał się w strugach deszczu, obok wejścia do starego ceglanego domu. Kierowca rozejrzał się ze swojego miejsca po okolicy. Gdy spoglądał w stronę z bramy, prowadzącej do podwórka jednej z kamienic, stojącej przy ulicy. Zobaczył, że wychodzi z niej jakaś postać. Ubrana w wydałoby się przyduże, szare sportowe ubranie, które skutecznie ukrywało przed patrzącym faktyczną posturę i płeć kroczącej postaci. Dodatkową osłonę, przed poznaniem stanowił kaptur, który zarzucony na głowę, skrzętnie ukrywał twarz. Gdy postać była na równi z drzwiami od strony pasażera, szybko otworzyła drzwi i zabrała lezący na fotelu neseser. Następnie szybkim, lecz spokojnym krokiem, nie rozglądając się odeszła. Kierowca obserwował ją w tylnym lusterku, aż zniknęła mu z oczu. Potem odpalił silnik i również oddalił się z tego miejsca.
Nie wiedzieć kiedy kubek z resztkami kawy spadł na podłogę. Robiąc przy tym multum hałasu.
- Kurwa! - Przeklął pod nosem i wrócił do pracy.
- Znowu zarywasz nockę? - Zagadnęła go wychodząc z ciemności, w światło małej lampki stojącej na biurku. Ubrana w jedwabną, białą nocną koszulę, która falowała za każdym razem, gdy wykonywała jakiś ruch. - Nauczenie się tego planu na pamięć nic nie da. A jeżeli będziesz tak przemęczony, że zaśniesz w samochodzie to będzie jeszcze gorzej. Jakbym wiedziała, że to się tak skończy. To w ogóle bym ci nie załatwiała tych projektów.
- Obudziłem cię tym? - Pokazał ręką na leżące na podłodze resztki kubka.
- Nie, nie mogłam zasnąć i postanowiłam zobaczyć co robisz. - Podeszła
do niego, stawiając ostrożnie koki. Dopiero wtedy zobaczył , że ma bose stopy.
- Uważaj! Ty też musisz być w stanie nie naruszonym. - Uśmiechnął się.
- To jaki masz problem? - Usiadła mu na kolanach.
- Wychodzi na to, ze będę musiał być w dwóch miejscach jednocześnie.
Tutaj - pokazał palcem plan - i tutaj. Panowie od zabezpieczeń
sprawili, że cała operacja się wydłuży.
- Ale po co się męczyć? Załatwiłam plany, to znajdę odpowiedniego człowiek do tej roboty. A teraz kończ z tym i spać. - Pocałowała go w kark, wstała i ruszyła w stronę, z której przyszła.
- Dobrze mamo, już idę grzecznie spać.
- Spać? – Odpowiedziała z udawanym zdziwieniem.
- Ciśnienie niskie, ale utrzymuje się na stałym poziomie. Trzymaj się kolego, jeszcze kawałek i będziesz w szpitalu. - Powiedział jeden z sanitariuszy do rannego. Ten tylko jęknął z bólu gdy karetka wzięła zbyt ostro kolejny zakręt.
Jeszcze tylko ta po lewej i będzie dobrze. Pomyślał Tom. W tym momencie ostatnia śrubka spadła na podłogę, a stalowa osłonka ustąpiła, odsłaniając skupisko kabli. Nie zastanawiając się zbyt wiele wyjął z wnęki jeden splot i zaczął przecinać je w odpowiedniej sekwencji. Wiedział doskonale, że jeden błąd w skreśli jego marzenia o bogactwie. Mimo ogromnego stresu ani przez chwilę nie stracił zimnej krwi. Niskie buczenie. Udało się, wejście otworzyło się. Po wejściu do następnego pomieszczenia zobaczył, że ekran terminalu świeci się. Był
to znak, że Ibrahim wywiązał się ze swojej części zadania. Zdawał sobie sprawę, że od pancernych wrót skarbca dzieli go tylko jedna, dość marnie wyglądający przy nich para drzwi. Szkoda, ze tym razem nie one są moim celem. Pomyślał i podszedł do terminalu. Gdy właśnie łamał ostatnie zabezpieczenia, coś poszło nie tak, gdy zorientował się w sytuacji było już za późno.
Nie miał najmniejszej ochoty otwierać oczu. Pomieszczenie gdzie leżał wypełniały dźwięki aparatury medycznej i szum klimatyzacji. W powietrzu unosił się zapach leków i środków odkażających. Gdy otworzył lekko oczy, oślepiło go zimne światło jarzeniówek. Spartoliłem to zlecenie. Pomyślał i znowu zasnął głębokim snem.
Autor: Istari
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz