wtorek, 1 lutego 2011

Praca konkursowa #26: Łowcy dinozaurów

Jest piękny, słoneczny, letni dzień. Rodzina Hawks’ów szykuje się do wyjazdu z Nowego Yorku na wieś do babci Susan.15-letnia dziewczyna o imieniu Raven pakuje swoje rzeczy do walizki. Raven jest wesołą, pomysłową i inteligentną dziewczyną o krótkich, czarnych włosach z grzywką niedbale opadającą na twarz. Oczy ma brązowe. Nagle zza okna jej pokoju rozlega się donośne wołanie jej ojca Toma.
- Raven, jesteś gotowa? Nie będę dłużej czekał.
Raven wychyla się z okna i odpowiada.
- Jeszcze tylko chwilka. Nagle do jej pokoju wbiega jej zwariowany młodszy o 5-lata brat Cody ubrany w strój kąpielowy, gogle i koło w kształcie kaczuszki. Strój miał tak obcisły, że wychodziły mu tłuste, zwisające fałdy skóry. Cody jest strasznym obżartuchem i waży ponad 112 kg. Raven zachichotała na jego widok.
- Co to ma być? Nie jedziemy przecież na plażę- powiedziała z uśmiechem.
- Ale babcia Susan ma w swojej chacie niezły basen i jacuzzi z bąbelkami. Dalej Raven! Rusz tyłek!
- Dobra, już wszystko mam. A ty niczego nie zapomniałeś?
- Nie, moje rzeczy już są w bagażniku, ale biorę jeszcze cały zapas chipsów, pianek i żelek w torbie. Będę żarł przez całą podróż!- zaśmiał się.
- Wpooorząsiu! To w drogę!
Kiedy wyszli z mieszkania, tata i mama czekali już za nimi w samochodzie. Raven włożyła walizkę do bagażnika, weszła z Cody’m do samochodu i ruszyli w drogę. Kiedy jechali samochodem Raven patrzyła zamyślona przez okno słuchając muzyki przez słuchawki i wpatrywała się w piękne widoki natomiast Cody w tym czasie pożerał dwie paczki chipsów. W końcu dotarli na miejsce. Wieś ta nazywa się Polanowo i to nie bez powodu. Wioskę otaczały piękne wzgórza i góry. Posiadłość babci była naprawdę duża i piękna. W końcu wszyscy znaleźli się przed drzwiami. Raven zapukała do drzwi. Zapanowała cisza. Nagle otworzyła dzwi babcia Susan, która na widok wszystkich roześmiała się i wpuściła do środka.
- Cześć babcia!- rzekła Raven.
- No witam!- uśmiechnęła się. Przyjrzała się jej.- Jesteś taka chuda i mizerna, ale, jak urosłaś! Wysokie z ciebie dziewczę!
- Dzięki babciu… gdzie będę spać?
- O to się nie martw! Ja zaniosę twoje rzeczy do góry w drugim pokoju po lewej stronie.
- Wporząsiu, ja zaniosę. Lepiej niech babcia nie nadwyręża pleców od tych ciężkich bagażów.- uśmiechnęła się.
Raven poszła do góry do pokoju ze swoją walizką. Położyła się na łóżku, włożyła słuchawki do ucha i zaczęła słuchać muzyki. Raven uwielbia słuchać rocka a czasami nawet metal ją odprężał. Jeśli chodzi o jej ubiór to ma na sobie niebieski golf i brunatne spodnie. Nosi białe adidasy.
Kiedy odpoczęła i zeszła na dół do pokoju gościnnego, jej rodzice już się żegnali z babcią. Pokiwali Raven tylko i wyszli z domu. Nagle jej wzrok przykuło stojące zdjęcie dziadka na półce. Jej dziadek Steven Hawks był wynalazcą i podróżnikiem w jednym. Dobry rok temu zniknął. Nie wiadomo co się z nim stało. Wzięła zdjęcie do ręki i westchnęła.
- Ciekawe co się naprawdę stało z dziadkiem.
- Pewnie uciekł ode mnie, bo miał romans z pewną młodą Afrykanką.- odparła wkurzona Susan.
- Weź przestań babciu. Dziadek, by nigdy niczego takiego nie zrobił.
Po tygodniu Cody przychodzi do Raven pokoju i pyta się:
- Ej Raven! Pobawimy się w chowanego?
- Wpoooorząsiu! Ja szukam- roześmiała się.
Kiedy Raven policzyła do 20- stu, wyszła z pokoju i szła wzdłuż korytarza. Szukała go wszędzie. W sypialni, w salonie, kuchni i dziesięciu różnych pokojach. W jednym pokoju było masę regałów na książki. To była chyba prywatna biblioteka babci Susan. Raven rozglądała się dookoła.
- Cody, wiem, że gdzieś tu jesteś! Czuję to!
Oparła się na jednym regale a on obrócił się i tak oto Raven znalazła się w tajemniczym, ciemnym miejscu. Nic nie widziała. Nagle potknęła się o coś. Upadła na ziemię.
- Ałć! Gdzie ja jestem? Co to za dziwne miejsce?- wystraszyła się.
Po chwili dostrzegła lampkę i zapaliła światło. Było trochę słabe ale lepsze to niż nic. Była w sekretnym, prywatnym laboratorium gdzie wszystko było od kurzu, wszędzie były pajęczyny. Zaczęła się rozglądać.
- To tajne laboratorium dziadka! Więc to tu robił wszystkie swoje wynalazki.
Nagle zobaczyła zakurzony słój. Coś w nim było. Wytarła go od kurzu i nagle zobaczyła w nim malutkiego dinozaura.
- Niesamowite… mały dinozaur!- podekscytowała się Raven.
Gdzieś w kącie było zakurzone, złote lustro.
- Hmm… Dlaczego coś tak zwyczajnego jest w laboratorium dziadka? Może robił jakieś eksperymenty na sobie i te lustro pokazywało mu, jak wychodziły na niego te eksperymenty. Eh! O czym ja w ogóle myślę! Jakoś nie wierzę aby mój dziadek był aż taki pokręcony, żeby być królikiem doświadczalnym we własnej osobie!
Nagle zobaczyła obok lustra złotą dźwignię.
- Hmm… interesujące. A może to nie jest zwykłe lustro… Ciekawe do czego to służy.
Pociągnęła za dźwignię a w lustrze otworzył się portal.
- Niesamowite! To nie jest lustro tylko portal pewnie do jakiegoś innego świata! A jeśli coś mi się tam stanie… No cóż, raz kozie śmierć!
I przeszła przez próg lustra. Przez chwilę była w otchłani. Wirowała w niej krzycząc. Po chwili dosłownie wyleciała przez drugą stronę lustra. Walnęła prosto w ścianę.
- Ałć! Moja głowa!- zaczęła macać się po czole.
Laboratorium było zarośnięte, z podłogi wychodziły korzenie a ze ścian przebijały grube gałęzie drzew.
- Niesamowite! Jestem chyba w odległej przyszłości! Może tutaj mój dziadek zagubił się. Tak czy siak muszę go odnaleźć! Muszę stąd wyjść!
Wyszła z laboratorium odwracając się znowu regałami na drugą stronę. Szła przez porośnięty korytarz. Z powybijanych szyb wychodziły gałęzie drzew. Kiedy Raven otworzyła drzwi frontowe to zobaczyła na własne oczy amazońską dżunglę z wielkimi 20 metrowymi drzewami. Przed jej oczami przefrunął piękny niebieski motyl.
- WOW! Jak tu pięknie!- zawołała- muszę znaleźć jakąś cywilizację i popytać się, czy przypadkiem nie widzieli mojego dziadka.
Kiedy przedzierała się przez zarośla, nagle zobaczyła przepiękne, małe jeziorko z wielkim wodospadem. Obok w krzakach były rzeczy Cody’ego. Zobaczyła go kąpiącego się w jeziorku. Raven roześmiała się i zawołała.
- To tutaj się schowałeś! Rany! Wiesz, jak długo cię szukałam!
- Sorki, ale na tym polega zabawa w chowanego! Nasz dziadek jest niesamowity! Zrobił te lustro pewnie dla mnie, bo zawsze chciałem być w takiej dżungli z błękitnym jeziorkiem. Choć! Wskakuj! Wiesz, jaka woda jest ciepła?
- Nie mam stroju kąpielowego…
- Co? A ja noszę go na sobie cały czas. To wejdź w ubraniach!- zawołał.
- Nie, bo się jeszcze przeziębię. Zamoczę jedynie nogi.
- Baby!- warknął.
Raven usiadła na ziemię żeby ściągnąć buty. Zanurzyła bose stopy w wodzie. Uklękła by napić się wody. Zebrała dłońmi trochę wody i się napiła. Woda była naprawdę czysta i orzeźwiająca. Nagle dostrzegła lekkie drganie wody. Raven zdziwiła się dlaczego. Słychać był przy tym cichy łupot rozlegający się po dżungli. Łupot stawał się coraz głośniejszy. Gdy Raven przypatrywała się drgającej wodzie nagle w odbiciu za nią zauważyła wielkiego, żółtego Tyranozaura. Mina jej się skrzywiła na jego widok, strasznie się spociła i szybko zaczęło serce jej walić. Ze strachu nie mogła się ruszyć. Przez chwilę tylko siedziała przykucnięta. Cody nie mógł oczu od niego oderwać. Był tak przestraszony, że wychodziły mu prawie gały. Raven spróbowała się uspokoić i odwróciła lekko głowę w stronę brata mówiąc mu.
- Tylko bez… paniki... Nie wolno nam teraz się w ogóle ruszyć ani krzyczeć, wporząsiu?- powiedziała szeptem drżącym głosem.
- AAAaaaaaaa!!! POTWÓÓÓÓR!!!- wrzasnął.
Cody zanurkował pod wodą. Widać było jedynie jego wystający tyłek. Raven strasznie wkurzyła się na Cody’ego, bo przez niego rozłościła Tyranozaura. Tyranozaur przeraźliwie zarył. Raven włosy stanęły na głowie, ale zaczęła uciekać boso ile sił w nogach. Zaczęła się szybko przedzierać przez zarośla, Tyranozaur ją jednak doganiał. Nagle ujrzała wielką, dinozaurowi kupę. Pomyślała, że to jedyne co może ją uratować i wskoczyła w nią. Kupa była świeża, bo była ciepła i kupę wielkich much na niej siedziało. Dinozaur podszedł i powąchał całą obłoconą od odchodów Raven. Od razu niej miał już na nią apetytu i odszedł w głębi dziczy. Po chwili przybiegł Cody i na jej widok aż się cofnął o krok do tyłu a następnie zaczął się śmiać.
- Hahahaha! Jak ty wyglądasz! I co za smród! Nie mogę uwieżyć, że widziałem na własne oczy dinozaura! Może cofnęliśmy się w przeszłość a nie w przyszłość, co?
- To niemożliwe, żebyśmy się cofnęli w czasie. Gdyby tak było to nasz dom by nie istniał. A tak to stoi tylko cały zarośnięty. Technologia poszła tak do przodu, że wynaleźli sposób aby dinozaury wróciły. A ty się ze mnie nie śmiej! Mogłam zginąć jakbym do tej kupy nie wskoczyła!- mówi oburzona Raven.
- Dobra, dobra, wykąpiesz się w jeziorku. Idziemy!
- A ty się ubierz. Nie mam ochoty patrzeć na te twoje fałdy skóry.
Zrobiło się ciemno. Raven z Cody’m rozpalili ognisko. Trzymali przy nim kijki z piankami, które Raven tak, jak Cody uwielbiała. Z tego grubego kija, którym Raven nadziała piankę zrobiła ostrą dzidę, dzięki, której będzie mogła się bronić w razie ponownego spotkania z dinozaurem. Naostrzyła ją scyzorykiem Cody’ego, który był pamiątką po dziadku. W trakcie rozmowy Cody pyta:
- Czyli sądzisz, że dziadek zaginął właśnie tutaj?
- Otóż to, musimy go znaleźć- odparła.
- To szalony pomysł!- przeraził się- prędzej zginiemy zjedzeni przez dinozaury niż znajdziemy dziadka. Ja wracam do domu!
- Trochę wiary w siebie tłuścioszku i tak nie wrócisz do laboratorium, bo jesteśmy zgubieni- wstała, uśmiechnęła się i poklepała Cody’ego po głowie.
- Nie nazywaj mnie tak. I jak możesz się śmiać w takiej sytuacji.- oburzył się.
- Pamiętaj, życie jest pełne przygód, które trzeba przeżywać. Nareszcie coś się dzieje! Uwięzieni w wielkiej dżungli pełnej drapieżnych stworzeń. Czyż to nie ekscytujące? Nareszcie wyrwaliśmy się z tej monotonnej rzeczywistości i przeżyjemy coś naprawdę niezwykłego… a przy okazji odnajdziemy dziadka- uśmiechnęła się.
- Ty mnie przerażasz- oznajmił trzęsąc się ze strachu- a jeśli chodzi o tą małą jaskinię to czy to dobry pomysł żebyśmy tam przenocowali? Przecież może tam mieszkać jakiś jaszczur… albo coś innego.
- Nie panikuj. Sprawdzałam jaskinię. Nic tam nie ma. Możemy być bezpieczni. Zrobiłam tam materace z liści palmowych. Jest już wszystko gotowe. Ale zawsze w razie czego jakby potwór jakiś się zakradł do środka to mam na to specjalną broń!- machnęła dzidą prosto w Cody’ego.
- Ej, bo jeszcze mi zrobisz krzywdę!
- Nic się nie martw, obronię cię w trudnych chwilach, ja idę spać dobranoc- uśmiechnęła się i poszła w stronę jaskini.
- Ej! Czekaj! Nie zostawiaj mnie tu!- zawołał Cody i pobiegł za nią.
Następnego ranka Raven budzi się ociągając i ziewając. Cody jeszcze spał. Raven poszła do niego.
- Pobudka tłuścioszku!- roześmiała się.
- Raven! Daj mi jeszcze trochę pospać- mówi ziewając.
- Później się wyśpisz. Nie mamy czasu do stracenia. Przygody wzywają! Brakuje ci motywacji…
- Jestem zmęczony- wstał, wziął plecak ze sobą i poszli.
Kiedy przedzierali się przez dżunglę nagle natknęli się nad jakimiś wysokimi, 10 metrowymi kratami.
- Tu chyba był kiedyś park jurajski! Normalnie, jak w tym filmie! Pewnie kiedyś była tu jakaś awaria, dinozaury wydostały się na powierzchnię i zaczęły siać spustoszenie! A wraz z nimi powstała ta dżungla.
- Ooo! Jakie odkrywcze- ironicznie powiedział.
- Zamknij się lepiej- uprzedziła.
Nagle Raven usłyszała głośne kroki dinozaura. Schowała się za drzewem. Cody za drugim. To był ten sam, żółty Tyranozaur co wcześniej. Rozglądał się chwilę i odszedł.
- Fiu! Mało brakowało!
- Ej Raven…- mówił zaniepokojony.
- Co?
Niespodziewanie pojawił się za jej plecami Tyranozaur. Zanim zdążyła odwrócić głowę do tyłu chwycił ją za kaptur, podrzucił wysoko do góry i zjadł.
- RAVEN!!! NIEEE!!! Dlaczego? Dlaczego to musiało się stać?- zaczął płakać.
Nagle paszcza dinozaura zaczęła się powoli otwierać. Była w niej Raven. Opierała się rękami podniebienia dinozaura.
- Przestań skamleć!
- Hurra! Raven wróciła!- uradował się Cody.
Na twarzy Raven pokazał się gniew. Przytrzymywała paszczę, jak mogła. Wyglądała na wyczerpaną. Dyszała nie mogąc już utrzymać paszczy dinozaura. Jej dzida była między zębami.
- Cholera! Nie mogę jej sięgnąć. Ty brzydalu. Chciało ci się mnie zjeść, tak? Ja nie jestem jadalna.
Nagle paszcza się zamknęła.
- O nie!- spanikował. Nagle z głowy Tyranozaura wyszła dzida. Trysła krew. Tyranozaur zarył z bólu. Zaczął się chwiać i po chwili upadł i złamał drzewo. Dinozaur leżał martwy. Raven wyszła z jego paszczy cała od krwi. Cody aż zemdlał na jej widok.
- Cody! Nic ci nie jest?
- Nie cierpię widoków krwi…- oznajmił.
- Hahaha! Wstawaj! Musimy znaleźć jakąś cywilizację!- roześmiała się.
- Jesteś niezły kozak…
- Heh, dzięki- uśmiechnęła się Raven.
Nagle wybiegło stado raptorów. Wyczuły chyba zapach krwi tyranozaura. Raven ruszyła w stronę dinozaurów. Zaczęła z nimi walczyć. Gdy rzucały się na nią Raven używała dzidy i przebijała im paszcze, brzuchy, waliła dzidą z całej siły. Raptorów było pięć. Wszystkie pozabijała.
- Rany! Jesteś niebezpieczna!- oznajmił z przerażeniem a jednocześnie ekscytacją Cody.
- Wiem, dzięki- odparła- możesz mnie nazwać łowczyni.
- Łowczyni czego?
- Dinozaurów!
- Nie wlewaj sobie. Coraz więcej dinozaurów będzie tu przychodziło, bo wyczują zapach krwi na tobie.
- To musimy, jak najprędzej znaleźć cywilizację. Ta ścieżka na której jesteśmy jest dowodem, że jesteśmy blisko! Oni nam pomogą. I mnie wykapią.
Raven wzięła jednego raptora za plecy i trzymała za ogon.
- Może dam tutejszym ludziom na powitanie tego raptora. Na pewno wtedy przyjmą to z szacunkiem.
Kiedy szli przez ścieżkę znowu widzieli wysokie kraty. Za kratami był olbrzymi mur zbudowany z piasku. Na nim był narysowany jakieś symbole pająka, dinozaura, ptaka i tygrysa. Było widać też bramę.
- I jesteśmy na miejscu! Tylko, jak przekroczyć te kraty. Czekaj, tu jest dziura. Cody, trzeba się przeczołgać. Ja pierwsza.
Zostawiła na chwilę martwego raptora, przeczołgała się bez problemu i pociągnęła za sobą zdechłą jaszczurkę. Cody nie mógł się zmieścić. Zaklinował się.
- Siostrzyczko! Pomóż!
- Już się robi… o nie! Następny raptor! Już cię wyciągam.
Wyciągała go z całej siły, dinozaur miał już mu ugryźć tyłek ale w porę go wyciągnęła tylko że… bez spodni. Raptor pożarł jego ubranie, więc musiał iść w kąpielówkach. Gdy byli już przy bramie Raven zapukała. Otworzyło się okienko w bramie a w niej pokazały się czyjeś oczy.
- Kim jesteś i czego… czego… AAAAA!!!
Osoba z niewiadomych przyczyn uciekła. Raven wzdrygła ramionami i powiedziła Cody’emu aby zadał swój ulubiony ruch- wywarzania drzwi.
- Się robi!
Cofnął się o kilka dużych kroków i rozpędził się prosto na bramę. Rozległ się trzask. Cody cały obolały leży.
- Ałł…
Domki tamtejszych ludzi były zrobione z piasku, trochę przypominały piaskowe domki w Egipcie. W wiosce było pusto. Słychać było jedynie trzask zamykających się drzwi i okien. Tak jakby się wystraszyli nie proszonych gości. Raven pierwsza wkroczyła niczym kowboj na dzikim zachodzie. Spojrzała wzrokiem na prawo i na lewo ale nikogo nie widziała.
- Dość nawiedzona ta wioska, idziemy Cody.
Kiedy szli przez wioskę nagle z boku stała tablica gończa. Było na niej napisane: „Poszukiwani Łowcy Dinozaurów”. Była tam narysowana podobizna Raven a na dole pod jej obrazkiem napis „WANTED”0
- Co to ma znaczyć? Ja poszukiwana?
- Raven przestępcą- zaśmiał się Cody.
Nagle szedł w ich kierunku rozwścieczony stegozaur. Kolce na plecach miał bardzo duże. Raven i Cody na szczęście uniknęli ataku szybko odskakując i Stegozaur rozwalił tablicę z listami gończymi i walnął w mur pewnego piaskowego budynku. Nagle ktoś zawołał.
- Już wystarczy Glorio.
Był to łysy starzec w ciemnej karnacji z pomarańczową szatą i japonkami. Wyglądał, jak buddysta. Nagle jakiś wąż wyszedł z rękawa starca i owinął się wokół Raven i mocno ją przycisnął rzeby nie mogła się ruszyć.
- Buddysta?- zdziwiła się Raven.
- Odstaw tego dinozaura, bo inaczej z tobą skończę!
- Dlaczego? Przyszliśmy w pokoju a ten dinozaur jest od nas dla was- powiedziała.
- Jesteś poszukiwaną Łowczynią dinozaurów i słono za to zapłacisz przychodząc tu!
- Te dinozaury chciały mnie zjeść!
- Dinozaury to były kiedyś nasze matki, ojcowie, którzy po śmierci urodzili się w takiej postaci. Trzeba je szanować. Każdy kto zabije choćby jednego dinozaura zostanie za to surowo ukarany!
- Skąd wiecie, że ja zabija…
- Milcz!
Nagle stanął na jednej nodze, podniósł lekko ręce do góry i zaczął wydawać jakieś dziwne dźwięki
- ŁUUUUAAAA! Giń!
Podbiegł do Raven i zaczął z nią walczyć dawając kopniaki z wyskoku, pięściami potem zaczął ją atakować. Koleś znał kung-fu! Raven jakos unikała jego ataki.
- Co pan robi? Nie chcę z panem walczyć!
- Milcz!- I zadał jej ostateczny cios pięścią w twarz.
Raven upadła, krew spływała jej z ust. Nagle podbiegła pewna dziewczyna w Raven wieku, związała ją sznurkami i z całej siły kopnęła w brzuch.
- Takich ludzi, jak ty powinno się zabijać, a ten grubas to twój pomocnik?
Cody szybko uciekł ale Starzec zablokował mu drogę i kopnął go miedzy nogi.
- O mamusiu…- powiedział z bólu.
- Zostawcie go! On nic nie zrobił. Śledziłaś nas?
- Tak!- powiedziała rozgniewana dziewczyna- zabiłaś ponad 6 dinozaurów w tym największego Tyranozaura. Wiesz co się dzieje z takimi ludźmi co zabili takiego wielkoluda?- spytała się z groźnym uśmiechem na twarzy.
- Nie wiem co się dzieje- odparła.
- Zabieramy ich na górę przeznaczenia. Pieczętujemy w nich dusze zabitych tyranozaurów i albo giną albo zyskują część jego duszy.
- O nie! I zapieczętujecie we mnie tego żółtego stwora?- spytała wystraszona.
- Tak. Przyniosłam jego ząb. Wbijemy ci to w serce. Jeśli cię zabije to znaczy, że nie chce mieszkać w twojej duszy a jeżeli chce to zyskujesz jego moce i masz dar porozumiewania się z drapieżnymi dinozaurami. My umiemy rozmawiać z roślinożercami ale z mięsożercami nie.
- Nie podoba mi się ten pomysł. Chcę odnaleźć mojego dziadka Steven’a Hawks’a! Tyle się trudziłam, żeby go znaleźć, myślałam, że może wiecie gdzie jest a wy tak mnie witacie?
- Steven Hawks? To twój dziadek?- zdziwiła się.
- Tak, widziałaś go?
- No pewnie, przecież on nam pomagał w walce z klonusami.
- Jakimi klonusami?
- To są ludzie czcigodnej pani Nicoli Dark.
- Kim ona jest?
- Ona chce zniszczyć nasze ziemie i ściąć wszystkie nasze drzewa, by wybudować tu wielką metropolię, którą chce nazwać Nicolis.
- To szaleństwo! Chcę wam pomóc w walce z nimi ale najpierw musze odnaleźć dziadka.
- Zabrali go klonusy.
- O nie! Musimy go odnaleźć zanim będzie za późno.
- Ale najpierw rytuał.
- Nie! Proszę! Przecież chcę wam pomóc!
- Ale taka jest tradycja. Te olbrzymie dinozaury są uważane za święte i jeżeli ktoś je zabija to musi poddać się próbie przyjmowania jego duszy.
- To już po mnie.
- Szanse na przeżycie to 5 na10.
- Dobra, chcę to mieć już za sobą, zabierzcie mnie!
Dziewczyna wzięła Raven i położyła na plecach stegozaura. Wyszli z wioski i szli w kierunku góry przeznaczenia. Cody szedł z nimi. Kiedy dotarli na szczyt to na miejscu był pewien ołtarzyk. Położyli ją na stole. Buddysta zapalił kadzidełka. Usiadł po turecku i zaczął się modlić. Cody cały się trząsł ze strachu. Dziewczyna oznaczyła Raven krwią na twarzy. Potem wzięła ząb i zaczęła powiadać.
- Ty, która zabiła króla wszystkich dinozaurów, ty nieustraszony łowco, który oblewał się krwią drapieżców i roślinożerców zostanie poddany próbie! Raven zamknęła oczy i mówiła pod nosem.
- O matko! O matko! O matko!
- Giń albo się odrodź!- wbiła ząb w serce Raven.
- Ej! To łaskocze! Przestań!
Cody zrobił wielkie gały z wrażenia tego co zobaczył. Dziewczyna wyciągnęła kieł a brązowe oczy Raven zamieniły się w żółte, kocie oczy.
- Przyjął ją. Udało się!
Raven wstała i się uśmiechnęła ale miała kły zamiast zębów. Wyglądała groźnie. Nagle zamknęła oczy i znowu otworzyła. Oczy miała już normalne, zęby powróciły do poprzedniego stanu.
- Heh, nie było tak źle. W ogóle to nie bolało. Tylko rana mi trochę krwawi ale zamiast bólu czuje łaskotanie w sercu. Dziwne uczucie- uśmiechnęła się.
- Jestem Amanda a to Manuel- podała jej rękę- i przepraszamy cię za to, że cię zaatakowaliśmy.
- Nic się nie stało, teraz to możemy iść po dziadka. Gdzie oni mają tą siedzibę?
- Na północy, chodźmy tam.
I tak szli przez wielką dżunglę pełną niesamowitych stworzeń. W końcu wkroczył kolejny Tyranozaur ale tym razem mniejszy. Podszedł do Raven i rzekł.
- Ty zabiłaś mojego ojca? Czuję jego duszę w tobie.
- Tak to ja. Jestem wybrana przez twojego ojca i teraz w zamian będziesz mi służył.
- A czemu niby?
- Bo jesteś mi potrzebny aby tą całą chołotę konusów rozwalić.
- Rozumiem, też ich nie cierpię, a oni kim są?
- Moi towarzysze manda, Manuel i brat Cody. A ja jestem Raven.
- Ja się zwę Mike.
- Miło mi.
Wspięła się na grzbiet dinozaura i cała grupa poszła w stronę ich kwatery. Kiedy doszli na miejsce, centrum było ogrodzone tymi samymi kratami co wcześniej. Za nimi był budynek przypominający jakąś wielką fabrykę z wielkimi kominami. Stało tam masę skrzynek i dziwnych pojazdów, które wyglądały, jak czołgi a niektóre nawet, jak statki kosmiczne. Wchodzili i wychodzili z nich ludzie ubrani w dziwne, czerwone kombinezony. Nosili pomarańczowe gogle i mieli wielkie pistolety laserowe w rękach. To byli właśnie oni. Klonusy. Mike bez problemu machnął ogonem i rozwalił całą kratę. Nagle zeszli się klonusy i zaczęli do nich strzelać. Mike wszystkich obraniał zasłaniając pozostałą trójkę swym ogonem a potem sam machnąl nim swoim ogonem w ludzi. Wszyscy uciekli. Parę rannych leżało ukaranych gniewe Mike’a. Raven zeszła na dół i się spytała jednego leżącego.
- Gdzie jest Steven Hawks? Gadaj!
- Nie wiem, ale obawiam się, że pracuje w maszynowni i produkuje bronie do wojny z tutejszymi dinozaurami i tubylcami.
- Aha dobra, tylko jak tam się dostać… Chwilka! Zostańcie tu wszyscy. Ja tam wejdę. Mam pomysł. Rozbieraj się.
- Co proszę?
- Rozbieraj się mówię!
- D-dobra…
Kiedy ściągnął kombinezon i gogle i położył broń na ziemię, praktycznie został w samej bieliźnie trzęsący się z zimna. Raven ubrała się i poszła pod grupę pewnych klonusów. Zawołałą do Amandy jedynie.
- Zajmijcie się nim! Ja idę odszukać dziadka.
Nie bez powodu nazywali się klonusy. Wszyscy w tych strojach wyglądali można by powiedziać tak samo. Tylko, że jeden chudszy a drugi grubszy. Kiedy dotarła do grupy, byli ustawieni w szeregu, jak w wojsku. Podeszła do nich pani Nicol. Miała białe włosy zaplecione w kitę, czarny, długi płaszcz i długie glany. Zamiast lewj ręki miała karabin maszynowy. Miała na sobie okulary przeciwsłoneczne. Zawołała do grupy.
- Do ładowni!
Wszyscy marszem ruszyli w stronę ładowni. Kiedy byli w środku w wyładowali towary ze skrzynek Raven szybko oddaliła się od grupy niepostrzeżenie i szła długim, podświetlanym korytarzem. Były tam drzwi do różnych pomieszczeń. Nagle jakiś klonus przechodził obok Raven i się spytał.
- Ej! Co tu robisz? Do pracy!
- To samo tyczy się ciebie.
- Eee… ja tylko poszedłem do łazienki. Słyszałaś o tym, że przedarli się tu jacyś intruzi z dwoma dinozaurami? Jeden rozwalił kratę. Ciekawe czego chcą. Uważaj, bo mogą gdzieś tu się wałęsać po korytarzu i cię zabić.
- Taa, akurat. Szukam maszynowni, wiesz gdzie ona jest?
- A po co ci tam?
- Chcę o czymś pogadać ze Stevenem Hawk’sem.
- Idź na lewo i tam są takie szerokie, srebrne drzwi a na nich nr.3044
- Dobra, dzięki nara.
- Ej laska, jak masz na imię?
- Raven.
- Może umówiłabyś się ze mną dzisiaj wieczorem na randkę pod mój pokój nr.243?
- Flirciarz… Spadaj, nawet cię nie znam!
- Ej czekaj!
- Śpieszę się, nara!- pokazała mu język i szybko pobiegła do drzwi. Otworzyła je. Było to pomieszczenie bardzo zabałaganione. Były w nich stare, zepsute maszyny w tym bronie klonusów. Jakaś osoba w podeszłym wieku z wąsami ubrana na biało, jak lekarz siedziała przy metalowym biórku i coś wierciła. Raven podeszła do niego. On siedział i nie spojrzał na nią tak jakby jej nie widział. Powiedział jedynie:
- Proszę powiedzieć pani Nicoli, że dzisiaj nie dam rady tego skończyć.
- Dziadek?
- Co proszę?- i obejrzał się do tyłu- kim jesteś?
Raven zdjęła gogle. Steven nie mógł oczom uwierzyć. Wpatrywal się w nia chwilkę po czym puścił jedną łzę, potem drugą. Wstał powoli z krzesła i ją uściskał.
- Raven! Jednak przyszłaś po mnie! Jak tu się dostałaś? Skąd masz ten ciuch? Chyba nie dołączyłaś do wojsk pani Nicoli.
- Nie, najważniejsze jest, że cię odnalazłam, choć! Uciekajmy z tąd!
- Nie tak szybko Raven!- przyszła pani Nicola.
- O nie! Skąd znasz moje imię?
- Od jednego klonusa się dowiedziałam.
- Ahh… jednak wiedział…
- Koniec tych wzruszeń! Pan Hawks należy do mnie! Gdyby nie on moje wojska byłyby zacofane. Teraz pora usunąć szkodnika, który chce mi zabrać nadzieję na lepszą przyszłość!
Zaczęła strzelać ze swojej ręki prosto w Raven. Na szczęście kombinezon był kuloodporny.- - Ooo! Pan Hawks! Nie wiedziałam, że te kombinezony są kuloodporne. Brawa dla pana, że pan to wymyślił, ale teraz dziewczyno z tobą koniec!- szybko biegła w stronę Raven by się na nią rzucić.
Dziadek szybko podrzucił Raven miotacz płomieni. Ta zaczęła ziać tą maszyną i podpaliła Nicole. Zaczęła krzyczeć i upadła na ziemię.
- Ratunku!!! AAAA!!! Jeszcze mi za to zapłacisz Raven!
Nagle przyszedł pewien pomocnik pani Nicol i oblał ją wodą. Skóra jej się stopiła z twarzy. Miała zamiast twarzy stalową czaszkę. Oczy jej świeciły na czerwono. Była robotem.
- Coś ty zrobiła! Jak ja teraz wyglądam! Moja skóra jest wrażliwa na ogień!
- Chyba ta twoja skóra jest z plasiku albo wosku- zaśmiała się.
Nagle Mike rozwalił ścianę i wszedł do maszynowni. Była na tyle wysoka, że bez problemu się zmieścił i chwycił panią Nicol swoim pyskiem a następnie przeżuwał ją i wypluł jej części.
- Nie dobra była- oznajmił.
Do maszynowni przyszedł Manuel, Amanda i Cody, który podbiegł do dziadka i go przytulił.
- Nareszcie cię znaleźliśmy dziadku!- popłakał się.
- To idziemy do domu! Bez pani Nicol to wojsko rozpadnie się i nie będzie już na świecie wojen- oznajmił dziadek.
Kiedy wrócili do wioski byli podziwiani za pokonanie wstrętnej pani Nicol. Zostali jeszcze u nich parę dni ale potem szybko wrócili do posiadłości dzięki tyranozaurowi, który ich podwiózł. Znał drogę do posiadłości. I tak wrócili do swoich czasów. Babcia Susan się rozpłakała na dziadka widok. Steven odnowił swoje laboratorium i razem z Raven zaczęli budować nowe maszyny, które potem wchodziły na rynek. Jednak lustro pozostało ich tajemnicą i podróżowali przez nie do przyszłości żeby tamtejszych ludzi odwiedzać raz na jakiś czas.

Autor: Deidara94

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz